Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęście. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 sierpnia 2014

Szukam SZCZĘŚCIA... Czy ktoś je widział?



Nie wiem, czy to "moda na szczęście" tak na mnie działa, że czuję potrzebę POCZUCIA SIĘ SZCZĘŚLIWĄ. I oczywiście ciągle jest coś nie tak... Zaczęły mnie już ogarniać takie myśli, ze może nie zasługuję, a może... się oduczyłam?

A może po prostu za dużo od życia oczekuję nie umiejąc przez to cieszyć się małymi i pozytywnymi rzeczami. Czasami nawet nie małymi - wręcz ogromnymi, ale takimi oczywistymi. Może warto w takim momencie zadać sobie pytanie:

CO TAKIEGO JUŻ MAM, CO JEST SZCZĘŚCIEM, KTÓREGO NIE ZAUWAŻAM?

Mam zdrowe, cudowne i zdolne dzieci
Moi kochani rodzice się o mnie zawsze troszczą
Sama jestem zdrowa, choć inni potrafią mi wmówić coś zupełnie innego 
Mam wspaniałych przyjaciół, na których mogę polegać
Jestem właścicielką zwierzaka, który mnie kocha i to okazuje w nieznoszący sprzeciwu sposób
Mam gdzie mieszkać i co jeść
Zajmuję się tym co lubię a nie tym co muszę
....

No właśnie. Wypisywać mogłabym jeszcze wiele. Chyba tego mi właśnie brakowało - poszukać tych wspaniałych argumentów w oczywistej oczywistości - przecież na świecie jest tyle osób, które oddałyby lata życia, żeby mieć to, co ja cały czas mam, a tego nie dostrzegam!! A cytując mojego brata - może mi "się w d*** od tego dobrobytu poprzewracało" ?
Próbuję usilnie szukać czegoś więcej... Czy to źle? NIE, ale może warto się skupić na tym co się dobrego ma i pracować nad sobą i nad przyszłością. A reszta jeśli ma do mnie przyjść - przyjdzie sama? I pewnie w momencie, kiedy nie będę się tego spodziewać :-)

A to dopiero będzie NIESPODZIANKA :) 





czwartek, 31 lipca 2014

BYĆ SZCZĘŚLIWYM - czy to stan do osiągnięcia?...

Szczęście jest emocją. Emocja ta jest czymś poruszającym, nawet powiedziałabym głęboko poruszającym. W pozytywnym sensie tego słowa.
Każdy marzy o byciu szczęśliwym. Optymalnie byłoby być szczęśliwym farciarzem, czyli oprócz względnie stałego poczucia radości i spełnienia móc powiedzieć o sobie: "Ja to mam fuksa". (np. "Wygrałem w totka, podzieliłem się z kim miałem i jeszcze mi zostało...").
Jak to z tym szczęściem jest? No to którędy do tego szczęścia? Czy na swoje poczucie szczęścia mam wpływ tylko ja, czy też inni w tym uczestniczą? Jak ono się buduje?

Są momenty w życiu, kiedy czujemy się radośni, pełni energii, bezgranicznej przyjemności (może nawet euforii) i zadowolenia. Czy jest to właściwe szczęście? Nie - raczej chwilowe, choć też wartościowe, bo przynajmniej na moment pozwala się wyrwać z marazmu przygnębiającej, szarej rzeczywistości.

To, nad czym warto popracować to TRWAŁE POCZUCIE SZCZĘŚCIA, na które składa się zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem - życie, w który mamy poczucie sensu - wartościowej misji, którą mamy przed sobą i którą sukcesywnie realizujemy. Czy to jest łatwe? W teorii - oczywiście. W praktyce okazuje się, że nie...

Podstawą budowania szczęścia jest uświadomienie sobie, że aby ten stan osiągnąć, musimy zaspokoić mnóstwo różnorodnych potrzeb, bo jeśli w tej kwestii pozostawimy braki - dojść do celu jakim jest szczęście - się nie uda.
Teraz następuje jedna z nielicznych chwil kiedy stwierdzam, że to, czego się nauczyłam w szkole - przekłada się w praktyczny sposób na rzeczywistość. Szkoda, że doszłam do tego wniosku tak późno - gdybym wcześniej przeanalizowała to i otworzyła szerzej oczy - nie miałabym poczucia straconego czasu. Ale cóż - wyciągam konstruktywne wnioski, biję się w piersi, przepraszam szkołę i... idę do przodu - już zgodnie z teorią, która się na rzeczywistość przełożyła. 

Abraham Harold Maslow to pan, któremu już osobiście na tym świecie nie uda mi się podziękować. A on to właśnie ułożył w formie piramidki hierarchię potrzeb do zaspokojenia W DRODZE DO SZCZĘŚCIA.

Podstawą podstaw - można by rzec - jest zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, które stanowią filar całej piramidy. Są to (1) POTRZEBY PODSTAWOWE: np. pożywienie, dach nad głową, zachowanie gatunku. Kiedy one zostają zaspokojone pojawiają się kolejne potrzeby: (2) POTRZEBY STABILIZACJI, czyli zapewnienie sobie i najbliższym bezpieczeństwa, które jest pojmowane jako zabezpieczenie przed utratą dochodów, zdrowia, majątku itp itd a także spokój, protekcja, opieka i wolność od strachu. Potrzeby te (zarówno podstawowe jak i stabilizacji) - są potrzebami niższego rzędu - aby móc rozwijać się dalej - warunkiem koniecznym jest by zostały one w zadowalający sposób zaspokojone. Dopiero ich realizacja pozwala nam przejść do potrzeb wyższego rzędu. A są to (3) POTRZEBA PRZYNALEŻNOŚCI - tzw społeczna: każdy potrzebuje budowania z innymi osobami pozytywnych więzi, relacji, przynależności, jest to także bardzo istotna potrzeba kochania i bycia kochanym. Dopiero realizacja tych potrzeb pozwala nam przejść do następnego etapu w drodze do szczęścia - (4) POTRZEBY SZACUNKU I UZNANIA, czyli wolności, zaufania do siebie, zbudowania poczucia własnej wartości, poczucia swoich kompetencji, odczucia, że jest się poważanym w środowisku w którym się egzystuje. Ostatni etap w drodze do poczucia szczęścia to (5) POTRZEBY SAMOREALIZACJI, czyli harmonii i piękna, wiedzy, zrozumienia, rozwoju talentów i zainteresowań, rozwoju duchowego oraz potwierdzenia własnej wartości

Poczucie szczęścia dostępne jest dla nas wtedy, kiedy jesteśmy w pełni zrealizowani - kiedy wszystkie nasze potrzeby opisane przez Abrahama Maslowa zostają spełnione, zaspokojone. Jeśli nie mamy jeszcze w pełni tego cudownego i upragnionego poczucia - warto zajrzeć wgłąb siebie i przeanalizować po kolei wszystkie etapy osobistej piramidy potrzeb, aby uświadomić sobie w którym miejscu się stanęło i nad czym zacząć w pierwszej kolejności pracować. Warto pamiętać także o tym, iż nie ma takiej możliwości, by efektywnie zaspokoić potrzeby wyższego rzędu, jeśli któreś z tych bardziej podstawowych nie zostały zaspokojone.

BUDOWANIE SZCZĘŚCIA TO CZAS I WYSOKIE SCHODY - NIE JESTEŚ W STANIE PRZESKOCZYĆ CO DRUGIEGO SCHODKA - MUSISZ JE PRZEJŚĆ JEDEN PO DRUGIM... 


Rysunek piramidy potrzeb: www.zarzyccy.pl


poniedziałek, 7 lipca 2014

ZMIANA - cz. 1 mojej historii - ŚWIADOMOŚĆ...

Chyba dojrzałam wreszcie, żeby zacząć dzielić się historią moich osobistych ZMIAN, których dokonałam w swoim życiu. Tak naprawdę zmiana to nie jest czarodziejska różdżka, którą zrobisz "pyk" i już jest pięknie... Zmiana to PROCES, który jest rozciągnięty w czasie - zapewne dlatego, że każda zmiana - niezależnie od tego w jakiej sferze życia jej dokonasz - ma olbrzymi wpływ na pozostałe sfery, co przekłada się na żmudne układanie mocno rozsypanych puzzli własnego, osobistego JA.

Zawsze miałam w sobie takie dziwne poczucie, że stojąc w miejscu - cofam się. Życie, które prowadziłam było aktywne - zawsze coś się działo, niezależnie od tego, czy w życiu zawodowym, czy osobistym. A doba miała nadal 24 godziny, które nie były już nawet absolutnym minimum na to by "żyć" - tak - to mi dawało niesamowitą energię :-) Z kolei jak nic się nie działo - miałam wrażenie, że zaczyna się stagnacja, co z kolei zaczynało mnie bardzo "uwierać" - czułam to jako swoisty dyskomfort.

Rozpoczęłam naukę - dodatkowe studium, o którym myślałam już dużo, dużo wcześniej, ale zawsze kończyło się na tym, że nie było czasu a i z finansami tak różnie bywało. No więc ZACZĘŁAM. Znaczna część programu na studium oparta była na podstawach psychologii związanych z rozwojem osobistym. I wtedy właśnie rozpoczęła się MOJA DROGA :)

Z perspektywy czasu już teraz wiem, że podstawą do rozwoju i wdrażania zmian jest ŚWIADOMOŚĆ:

  • tego CO się ze mną (albo dookoła) dzieje
  • DLACZEGO się tak dzieje, a nie inaczej
  • jak się z tym CZUJĘ, a jak chciałabym się czuć
  • co musiałoby się stać, żebym się czuła tak dobrze, jak tego potrzebuję
  • co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby się czuć tak jak chcę
  • jakie mogą być EFEKTY (a trzeba rozważyć te pozytywne i ewentualne negatywne) tego, co mogłabym zrobić
To czego się nauczyłam i co jest dla mnie bardzo, ale to BARDZO cenne to:
  • NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA - mimo czarnowidztwa, które czasami uprawiam. Jak znaleźć to wyjście? Nauczyłam się patrzeć na daną sytuację "z boku" - już sama świadomość, że istnieje taka opcja jak spojrzenie z innej strony - może podnosić na duchu. Tkwiąc pośród rozpaczy, depresji, załamania - przeżywamy silne emocje, a emocje potrafią czasami znacząco zniekształcać rzeczywistość i być tragicznym w skutkach doradcą. To nie jest tak, że w trudnym momencie zaczynam patrzeć na wszystko z boku - może Bruce Wszechmogący by tak potrafił, ale nie ja... Ale teraz wiem, że muszę tą ciężką chwilę przetrwać, a jak się uspokoję - spojrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy... Muszę dać sobie czas...
  • NIE JESTEM SAMA - były momenty, że trudno byłoby mi w to uwierzyć. Jak mam doła, to się czuje sama... Ale analizując wszystkie takie sytuacje, które mnie doświadczyły ZAWSZE JEST KTOŚ, kto wykaże choćby minimum zainteresowania naszą osobą - niezależnie od tego, czy jesteśmy na szczycie świata, czy depresji. Przydałoby się, żeby w tej drugiej sytuacji było więcej, ale stójmy na ziemi... Aha - UWAGA!!! UWAGA!!!! Unikamy osób, które nam mówią, co mamy zrobić... One nie będą za nas ponosić konsekwencji tych działań...
  • MAM PRAWO CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWĄ - jak każdy zresztą. Tak długo zaniedbywałam to swoje niezbywalne prawo, że zapomniałam już o jego istnieniu... Na szczęście teraz już mam świadomość, że dopiero jak ja będę szczęśliwa - te osoby, które są dla mnie najważniejsze w życiu (I JA DLA NICH TEŻ - bo to w tej układance jest bardzo istotne) będą się czuć zdecydowanie lepiej. A wtedy mi znowu będzie lepiej. Oto mój wniosek: zadbanie o swoje poczucie szczęścia to takie perpetum mobile ;)
  • MAM PRAWO DO SAMOREALIZACJI - to element poczucia szczęścia. Źródłem niesamowitej samorealizacji może być pasja, może być praca - jeśli udaje się połączyć pracę z pasją to jest idealna sytuacja - robisz to co kochasz i jeszcze Ci za to płacą :) Ale samorealizacja to też drobniejsze przyjemności - coś co robisz, bo masz ochotę, coś co kiedyś było wielkim marzeniem - teraz już może zeszło na dalszy plan - ale udało się to zrealizować. Realizując się - dbam o siebie, więc... dorzucam sobie kolejny element do koszyczka "moje osobiste poczucie szczęścia"
  • Egoizm ma nie tylko negatywny wymiar - niektórzy coś takiego jak ZADBANIE O SIEBIE określiliby jako egoizm - szczególnie u pokolenia "wstecz" jest to bardzo popularne. Moja Mama jest na to doskonałym przykładem. Dba o wszystko i o wszystkich. ZAWSZE. Ale nigdy o siebie... I bardzo trudno jest jej zrozumieć, że musi zadbać o siebie, żeby mieć w perspektywie czasu siłę i możliwość dbania o innych. Przykład Matki Teresy z Kalkuty, która najpierw musiała pomyśleć o sobie, by później móc poświęcać się potrzebującym - wystarcza tylko na chwilę... A próba zadbania o Mamusię - jak na razie - bawi ją niemiłosiernie ;)
Od tego zaczęło się ogarnianie "mojego osobistego chaosu", czyli PROCES ZMIAN...