Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwój osobisty. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 stycznia 2015

RÓWNOWAGA - czyli zdrowy życiowy balans, bez którego... się wszystko wali...

Jak się okazuje RÓWNOWAGA MUSI BYĆ - choćby nam się nie podobało, choćbyśmy nie chcieli, nawet jak powiem "nie chcę, nie lubię, nie biorę udziału w tym projekcie" - nic tego nie zmieni...

Z perspektywy przeżytych lat da się zauważyć jedną życiową, wszystkim znaną prawdę - jak się wali, to wszystko po kolei. Nawet dziecko o tym wie. A jednak czasem przyjmuję postawę lekko zdziwioną nie mogąc zrozumieć DLACZEGO?? A można by powiedzieć: "Bo nieszczęścia chodzą całymi stadami"...

Robiąc "przegląd" tego co się robi i gdzie się jest okazuje się, że pojawia się coś, czego... NIE MA. Może tego nie da się zauważyć na pierwszy rzut oka, ale jednak ten brak zaburza harmonię i nie pozwala stanąć mocniej na nogi i iść bardziej do przodu, rozwijać się i czerpać satysfakcję z życia?

Jeśli czujesz, że stoisz w miejscu i nie możesz zrobić kroku do przodu, jeśli coś Ci uparcie nie wychodzi, jeśli nie masz już sił, bo każda próba zaczyna być dla Ciebie jak walka o ogień... 

Zatrzymaj się. Wrzuć na luz. Zrób bilans. Zidentyfikuj to, czego brakuje i co zaburza Twoją harmonię i zacznij pracować właśnie nad tym...

Zajrzyj do strefy kariery zawodowej, stabilności finansowej, do życia rodzinnego, do czasu dla siebie, do strefy relacji osobistych, odpoczynku, rozwoju własnego i swoich pasji. Przyjrzyj się temu jak dbasz o zdrowie, jak wygląda system Twoich wartości. Ustal jedną skalę na której określisz stopień zadowolenia z rozwoju każdej sfery osobno. Znajdź tą najbardziej "zaniedbaną" i skup się na niej, "zaopiekuj" się nią, popracuj nad nią - może efekty przerosną Twoje oczekiwania? :-) Harmonia... :-)


Zdjęcie: pixabay.com



poniedziałek, 20 października 2014

Ludzie, osobowości, ZMIANA - co jest prawdą a co nie??...

Uwielbiam ludzi. Za to że są i za to że są tak kolorowi. 
Wydawać się może, że niektórzy są do siebie podobni, ale jednak mimo tych wielu podobieństw, aury ich osobowości przybierają zupełnie inne odcienie. Więc mimo, że jest między ludźmi tyle wspólnego, są od siebie tak różni.

Osobowość, czyli to jacy jesteśmy: w jaki sposób odbieramy ludzi, wydarzenia, w jaki sposób patrzymy na świat, w jaki sposób czujemy, jak się zachowujemy, w jaki sposób działamy. Kształtuje się ona przez całe życie. Na jej istnienie i formę od samego urodzenia mają wpływ: najbliżsi, środowisko w którym się żyje, ludzie, którzy nas otaczają i to czego doświadczamy w różnych obszarach życia. Każdy z tych czynników sukcesywnie dodaje cegiełkę po cegiełce w budowli jaką jest nasza osobowość. Przez całe życie.

To co mnie nieustannie zadziwia to to, że jedna osoba może być tak różna w zależności od kontekstu i sytuacji, w jakiej się znajduje: z jednej strony w pracy pan dyrektor, przy którym wszyscy muszą stać na baczność, boją się go i jego bezkompromisowego podejścia do tematu, zarządzający twardą ręką, z drugiej zaś w domu czuły tatuś rozpieszczający bezkarnie dzieci i posłuszny swojej żonie misiak, tudzież w wersji bardziej hardcorowej: "pantofel". Innym przykładem może być kobieta, która w pracy jest uosobieniem optymizmu, cierpliwości i wzorem profesjonalizmu, ale gdy już zostanie zdenerwowana - wychodzi z niej paskudna, bezwzględna bestia...

Patrząc na to w jaki sposób ludzie zmieniają się pod wpływem doświadczeń i innych ludzi stwierdzam, że słowa "ludzie się nie zmieniają" albo nawet "nie jestem w stanie się zmienić" można między bajki włożyć. 
Oczywiście, że pewnych doświadczeń z głowy nie wykasujemy, pewnych rzeczy, które zaistniały - nie zmienimy, ale nadal możemy się zmieniać. Trzeba tylko:
1. Chcieć i dać sobie tą szansę
2. Pracować nad sobą
3. Mieć wokół siebie osoby, które wspierają, albo ich sama obecność daje nam rzeczywiste i stałe wsparcie w zmianie na lepsze
4. Być w środowisku, które akceptuje taką zmianę i to, że każdy ma prawo do kreowania własnego, osobistego poczucia spełnienia.


Czasami duży problem leży w środowisku i w ludziach będących dookoła, którzy pochodzą do życia roszczeniowo nie zważając na to, że każdy ma prawo czuć się dobrze. Szansą na odnalezienie siebie jest wyrwanie się z takiego otoczenia, które jak ruchome paski wciąga i dusi. W przenośni i dosłownie...


poniedziałek, 28 lipca 2014

Abecadło MOJEGO JA, czyli jak i z czym czuję się lepiej...

A miałam pisać o szczęściu... Nie wyszło... Nie dziś przynajmniej. Ale przy okazji  szczęścia, które dla mnie jest czymś naprawdę poważnym, wielkim i niemal nie-do-osiągnięcia stanem - rozpisałam sobie mapę - a w zasadzie moje małe prywatne abecadło rzeczy, które powodują, że czuję się lepiej. JA się czuję lepiej - inni może też, choć pewnie nie wszyscy - zawsze są na świecie ludzie, którym wydaje się, że lepiej od nas wiedzą, co jest dla nas dobre - chwała im za dobre chęci i za dbałość o nas ;-)

I oto spisałam abecadło. Mam poczucie olbrzymiego niedosytu - za mało literek... więc chyba jednak popełnię w najbliższym czasie post o szczęściu - bo to tutaj - to namiastka tego, co pozwala mi się lepiej czuć: 
Analizuj siebie i swoje emocje - to praca nad sobą, która zawsze daje wymierne efekty w perspektywie czasu

Bądź czułym rodzicem dla Dziecka, które mieszka w Tobie - ono potrzebuje miłości i zadbania
Czytaj książki - książki to źródło wiedzy, ale też spokoju i ucieczki od czasami męczącej rzeczywistości

Dawaj i nie oczekuj nic w zamian - nie wszyscy to docenią, ale jak ktoś to zauważy i się odwdzięczy - poczujesz ogromny sens tego co robisz
Egoistycznie zadbaj o siebie - dopiero jak zadbasz o siebie będziesz w stanie właściwie zadbać o innych
Filtruj informacje - Twoja pamięć ma ograniczoną pojemność, więc pamiętaj to, co naprawdę istotne
Graj w gry logiczne - to świetna gimnastyka dla mózgu, a on potrzebuje aktywności tak samo jak ciało
Hoduj kwiaty i dbaj o nie, rozmawiaj z nimi - nauczysz się cierpliwości - nawet jeśli to miałby być kaktus - to też roślina, która potrafi być wdzięczna
Interpretuj, ale tylko w pozytywny sposób - pamiętaj, że szklanka jest zawsze do połowy pełna
Jedz zdrowo - ciało Ci za to podziękuje
Kochaj ludzi - może też Cię pokochają; kochaj zwierzęta - ich miłość potrafi być bezwarunkowa
Leniuchuj od czasu do czasu - praca pracą, ale czasami trzeba bezkarnie odpocząć
Łam zasady i schematy w których się źle czujesz - jednak zawsze w dobrej wierze
Módl się - niezależnie od tego kim jest Twój Bóg - rozmowa z nim dodaje sił
Nagradzaj się za swoje osiągnięcia i te drobne i te duże - to pobudzi dalszą automotywację
Otaczaj się pozytywnymi ludźmi - to pozwoli Ci rozwijać skrzydła i iść do przodu
Przytulaj się do starych drzew - one dają energię
Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj - dzięki temu unikniesz wielu nieporozumień
Szanuj innych - oni też Cię szanować będą. no przynajmniej powinni...
Tańcz kiedy tylko masz możliwość - taniec uwalnia endorfiny i pozwala zapomnieć choć na chwilę o troskach dnia codziennego
Uśmiechaj się - ludzie inaczej podchodzą do osób pozytywnych
Walcz o swoją niezależność - nie pozwól by inni decydowali o Twoim życiu, bo oni go za Ciebie nie przeżyją
Zachwycaj i ciesz się najmniejszymi pozytywnymi rzeczami - dzięki temu życie będziesz postrzegać jako łatwiejsze

środa, 9 lipca 2014

MAPA MARZEŃ - od marzeń do planów i...

Moją pierwszą mapę marzeń zrobiłam ponad półtora roku temu. Pod czujnym okiem Grażyny Zmudziejewskiej, która ma niesamowitą intuicję w tej sferze. Od kilku lat sukcesywnie poszerza swoją wiedzę łącząc mapę marzeń jako narzędzie motywacyjne z astrologią, symboliką i feng shui. 

Niektórzy myślą, że przygotować mapę marzeń to szybki temat - jednak okazuje się, że i to powinno być odpowiednio przemyślane i rozplanowane. A do tego przeprowadzone w odpowiednim czasie:-)

Po wszelkich przygotowaniach i zrobieniu mapy (co nie ukrywam - oprócz radości marzenia pobudziło także kreatywność) MOJA pierwsza mapa marzeń zawisła na tablicy nad łóżkiem. Mój mąż wówczas powiedział, że kompletnie jej nie rozumie, bo przecież o co mi w tym chodzi? - pomyślałam sobie "To dobrze, bo to jest MOJA mapa - MOICH marzeń". One nie muszą być widoczne na pierwszy rzut oka - najważniejsze, że mapa jest czytelna dla mnie...

Minęły 2-3 tygodnie a zaczęło się "dziać". Przyszła taka chwila, że miałam ochotę zadzwonić do Grażki i powiedzieć jej "Zatrzymaj to, bo nie nadążam za tym wszystkim!!". Teraz jak o tym myślę, przypominam sobie co mi kiedyś powiedziała:

"Uważaj o czym marzysz, bo się będzie spełniać"

Po półtora roku - jestem w trakcie tworzenia drugiej mapy. Wyciągam wnioski z pierwszej, radzę się mojego Eksperta. I czekam, aż zacznie się dziać :-) Bo BĘDZIE SIĘ DZIAŁO :-)


poniedziałek, 7 lipca 2014

ZMIANA - cz. 1 mojej historii - ŚWIADOMOŚĆ...

Chyba dojrzałam wreszcie, żeby zacząć dzielić się historią moich osobistych ZMIAN, których dokonałam w swoim życiu. Tak naprawdę zmiana to nie jest czarodziejska różdżka, którą zrobisz "pyk" i już jest pięknie... Zmiana to PROCES, który jest rozciągnięty w czasie - zapewne dlatego, że każda zmiana - niezależnie od tego w jakiej sferze życia jej dokonasz - ma olbrzymi wpływ na pozostałe sfery, co przekłada się na żmudne układanie mocno rozsypanych puzzli własnego, osobistego JA.

Zawsze miałam w sobie takie dziwne poczucie, że stojąc w miejscu - cofam się. Życie, które prowadziłam było aktywne - zawsze coś się działo, niezależnie od tego, czy w życiu zawodowym, czy osobistym. A doba miała nadal 24 godziny, które nie były już nawet absolutnym minimum na to by "żyć" - tak - to mi dawało niesamowitą energię :-) Z kolei jak nic się nie działo - miałam wrażenie, że zaczyna się stagnacja, co z kolei zaczynało mnie bardzo "uwierać" - czułam to jako swoisty dyskomfort.

Rozpoczęłam naukę - dodatkowe studium, o którym myślałam już dużo, dużo wcześniej, ale zawsze kończyło się na tym, że nie było czasu a i z finansami tak różnie bywało. No więc ZACZĘŁAM. Znaczna część programu na studium oparta była na podstawach psychologii związanych z rozwojem osobistym. I wtedy właśnie rozpoczęła się MOJA DROGA :)

Z perspektywy czasu już teraz wiem, że podstawą do rozwoju i wdrażania zmian jest ŚWIADOMOŚĆ:

  • tego CO się ze mną (albo dookoła) dzieje
  • DLACZEGO się tak dzieje, a nie inaczej
  • jak się z tym CZUJĘ, a jak chciałabym się czuć
  • co musiałoby się stać, żebym się czuła tak dobrze, jak tego potrzebuję
  • co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby się czuć tak jak chcę
  • jakie mogą być EFEKTY (a trzeba rozważyć te pozytywne i ewentualne negatywne) tego, co mogłabym zrobić
To czego się nauczyłam i co jest dla mnie bardzo, ale to BARDZO cenne to:
  • NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA - mimo czarnowidztwa, które czasami uprawiam. Jak znaleźć to wyjście? Nauczyłam się patrzeć na daną sytuację "z boku" - już sama świadomość, że istnieje taka opcja jak spojrzenie z innej strony - może podnosić na duchu. Tkwiąc pośród rozpaczy, depresji, załamania - przeżywamy silne emocje, a emocje potrafią czasami znacząco zniekształcać rzeczywistość i być tragicznym w skutkach doradcą. To nie jest tak, że w trudnym momencie zaczynam patrzeć na wszystko z boku - może Bruce Wszechmogący by tak potrafił, ale nie ja... Ale teraz wiem, że muszę tą ciężką chwilę przetrwać, a jak się uspokoję - spojrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy... Muszę dać sobie czas...
  • NIE JESTEM SAMA - były momenty, że trudno byłoby mi w to uwierzyć. Jak mam doła, to się czuje sama... Ale analizując wszystkie takie sytuacje, które mnie doświadczyły ZAWSZE JEST KTOŚ, kto wykaże choćby minimum zainteresowania naszą osobą - niezależnie od tego, czy jesteśmy na szczycie świata, czy depresji. Przydałoby się, żeby w tej drugiej sytuacji było więcej, ale stójmy na ziemi... Aha - UWAGA!!! UWAGA!!!! Unikamy osób, które nam mówią, co mamy zrobić... One nie będą za nas ponosić konsekwencji tych działań...
  • MAM PRAWO CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWĄ - jak każdy zresztą. Tak długo zaniedbywałam to swoje niezbywalne prawo, że zapomniałam już o jego istnieniu... Na szczęście teraz już mam świadomość, że dopiero jak ja będę szczęśliwa - te osoby, które są dla mnie najważniejsze w życiu (I JA DLA NICH TEŻ - bo to w tej układance jest bardzo istotne) będą się czuć zdecydowanie lepiej. A wtedy mi znowu będzie lepiej. Oto mój wniosek: zadbanie o swoje poczucie szczęścia to takie perpetum mobile ;)
  • MAM PRAWO DO SAMOREALIZACJI - to element poczucia szczęścia. Źródłem niesamowitej samorealizacji może być pasja, może być praca - jeśli udaje się połączyć pracę z pasją to jest idealna sytuacja - robisz to co kochasz i jeszcze Ci za to płacą :) Ale samorealizacja to też drobniejsze przyjemności - coś co robisz, bo masz ochotę, coś co kiedyś było wielkim marzeniem - teraz już może zeszło na dalszy plan - ale udało się to zrealizować. Realizując się - dbam o siebie, więc... dorzucam sobie kolejny element do koszyczka "moje osobiste poczucie szczęścia"
  • Egoizm ma nie tylko negatywny wymiar - niektórzy coś takiego jak ZADBANIE O SIEBIE określiliby jako egoizm - szczególnie u pokolenia "wstecz" jest to bardzo popularne. Moja Mama jest na to doskonałym przykładem. Dba o wszystko i o wszystkich. ZAWSZE. Ale nigdy o siebie... I bardzo trudno jest jej zrozumieć, że musi zadbać o siebie, żeby mieć w perspektywie czasu siłę i możliwość dbania o innych. Przykład Matki Teresy z Kalkuty, która najpierw musiała pomyśleć o sobie, by później móc poświęcać się potrzebującym - wystarcza tylko na chwilę... A próba zadbania o Mamusię - jak na razie - bawi ją niemiłosiernie ;)
Od tego zaczęło się ogarnianie "mojego osobistego chaosu", czyli PROCES ZMIAN...


piątek, 4 lipca 2014

Droga do SUKCESU - czyli jak myślą i co robią ludzie zamożni...

W związku z tym, że (nie ukrywajmy) wyłączyłam myślenie robiąc coś w panelu administracyjnym bloga i skasowałam ostatni post, który - jak zawsze w takich sytuacjach - wydaje mi się, że zawierał naprawdę dużo fajnych informacji - postaram się te informacje przekazać raz jeszcze...

Otóż znalazłam 2 ciekawe artykuły wskazujące różnice w myśleniu i w działaniu pomiędzy osobami majętnymi (określmy to na "bogato" - bogaczami;-) oraz potocznie określanymi jako ubogie lub biedne. Wyciągając z tego to, co najcenniejsze napiszę Wam, jakim myśleniem charakteryzują się ludzie bogaci. Co myślą, co robią i jak robią. Jest to cenna wiedza, bo każdy z nas dąży do tego, by COŚ W ŻYCIU OSIĄGNĄĆ. Niezależnie czym to COŚ konkretnie jest. Ta wiedza może być w tym pomocna:-)

Statystycznie rzecz ujmując - pośród ludzi bogatych:
  • 62% skupia się na swoich CELACH każdego dnia
  • 81% codziennie ma LISTĘ ZADAŃ DO ZROBIENIA
  • 67% nie ogląda w ogóle TV, a jeśli ogląda to nie więcej jak 1 godzinę dziennie
  • 86% uwielbia CZYTAĆ - ale niekoniecznie dla rozrywki
  • 63% regularnie słucha AUDIOBOOK'ów
  • 81% poświęca się swojej PRACY do tego stopnia, że robią więcej niż można by od nich oczekiwać
  • 77% nie liczy na główną wygraną w jakiejkolwiek LOTERII
  • 62% dba o swój UŚMIECH - w przenośni i dosłownie :-)
  • 52% bogaczy wierzy, że to NAWYKI mają znaczący wpływ na ich życie
  • 87% nadal wierzy w tzw. "AMERCIAN DREAM"
  • 88% z nich ceni BUDOWANIE RELACJI z ludźmi, bo wiedzą, że to właśnie relacje pozwalają na rozwój zawodowy i osobisty
  • 68% uwielbia spotykać i POZNAWAĆ NOWYCH LUDZI
  • 90% wierzy, że to OD NICH zależy, jak potoczy się ich życie
  • 57% dba o KONDYCJĘ FIZYCZNĄ: uprawia sporty i odżywia się zdrowo
  • 75% uważa, że w osiągnięciu sukcesu KREATYWNOŚĆ jest ważniejsza od inteligencji
  • 85% z nich uwielbia swoją pracę - jest ona dla nich PASJĄ
  • także 85% wierzy, że ich ZDROWIE ma znaczący wkład w sukcesie, który odnoszą
  • 63% potwierdza, że PODEJMOWANIE RYZYKA jest istotne w drodze do sukcesu
Wobec powyższych ja już wiem co powinnam robić, żeby łatwiej piąć się "w górę" ;-) Co Ty z tego dla siebie wyniesiesz? Jestem ciekawa, czy zmobilizuje to Was do jakichś chociaż małych zmian w myśleniu i postępowaniu. Wasze komentarze w tym temacie są miele widziane - podzielcie się swoimi przemyśleniami w tym temacie:-)

Na podstawie artykułów z www.businessinsider.com i www.entrepreneur.com


piątek, 20 czerwca 2014

PRZEKONANIA - to co w nas siedzi i wpływa na nasze życie...

Czym właściwie są te PRZEKONANIA? Określiłabym je jako poczucie pewności w jakimś temacie - wynikające niekoniecznie z naszych doświadczeń, ale także z wpojonych nam "prawd" - w zasadzie cały wachlarz opinii wszelakich, które wytworzyły się w naszych umysłach w sposób świadomy bądź nieświadomy. Dotyczyć mogą one naszych wartości, światopoglądu, zdolności, ograniczeń, możliwości - nas samych oraz innych osób a także przyczyn powodujących określone skutki.

Wszystko byłoby piękne i cudowne, gdyby nie to, że część przekonań, które nosimy w sobie to przekonania NEGATYWNE, czyli takie, które nas znacząco ograniczają - mimo, że często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Są dla nas niewidoczną barierą, która w niezrozumiały sposób odcina nas od tego, co wymarzymy.

Poniżej opisałam kilka przekonań - na pewno MOICH przekonań - może też poczujesz, że dotyczą one także Ciebie...

ABY SIĘ CZEGOŚ DOROBIĆ TRZEBA KOMBINOWAĆ (w wersji hardcore - KRAŚĆ) - to szczególnie często spotykane u osób, które dorastały w niekoniecznie zamożnych rodzinach - za to często wykształconych i uczciwych. Co z niego wynika? Ze jeśli uda mi się czegoś dorobić, to oznacza że dokonałam tego w sposób NIEMORALNY - tak - tutaj zespół norm moralnych jest bardzo istotny. Czyli jestem niemoralna? Auć... co ludzie powiedzą??...

MOJA STARSZA SIOSTRA ZAWSZE BYŁA LEPSZA ODE MNIE - no tego akurat sama nie doświadczyłam z braku opcji na starszą siostrę - moi rodzice niestety bezwzględnie ignorowali moje prośby o starsze rodzeństwo ;-) Niestety to ja byłam tą starszą... Zwykle te młodsze dzieci będąc już dorosłymi ludźmi są "ofiarami" tego starszego rodzeństwa, które było zdolniejsze, inteligentniejsze, bardziej pracowite , ale na Boga pamiętajmy, że oni byli STARSI o lat kilka - czego w danym momencie rodzice potrafili nie dostrzegać.itd, itd... Nie neguję absolutnie zdolności, umiejętności i osiągnięć starszego rodzeństwa, ale... jak to możliwe, że dzieci posiadające tych samych rodziców są tak różne?
Kiedy pierwsze dziecko pojawia się na świecie - jest to zawsze olbrzymia zmiana w rodzinie. Świat zostaje postawiony na rzęsach, a dziecko - co jest oczywiste - staje się "pępkiem świata" naokoło którego kręci się całe życie rodzinne. I ten monopol na rodziców... ;-) W rodzinie pojawia się następne dziecko - które przejmuje prym jeśli chodzi o uwagę rodziny. Starsze dziecko często czuje się odsunięte, więc co musi zrobić, żeby zwrócono na nie uwagę? No UDOWODNIĆ JAKIE JEST WSPANIAŁE! :-)

JESTEM ZA GŁUPI, ŻEBY TO ZROZUMIEĆ - uderzyło mnie takie stwierdzenie, kiedy pewien nastolatek usilnie próbował uczyć się języka angielskiego a mu nie wychodziło. CHCIAŁ, mocno i regularnie pracował, a nie wychodziło... To negatywne przekonanie powinno mieć etykietkę "poczucie własnej wartości"... To przykre jak łatwo (szczególnie dziecko) skrzywdzić mówiąc mu czasami w złości "jesteś za głupi, że to zrozumieć"... Dziecko okazało się zdolne, ale jego praca zaczęła przynosić efekty dopiero po "przepracowaniu" tego okrutnego przekonania...

NIE ZASŁUGUJĘ NA TO BY BYĆ KOCHANĄ - to nie jest coś, co potrafię stojąc przed swoim odbiciem powiedzieć sobie prosto w twarz. Ale czasami mam wrażenie, że znaczna część mojego życia o tym świadczy. Cały czas łapię się na tym, żeby być lepszą i lepszą. A jak okazuje się, że pojawia się uczucie - zaczynam uciekać. Boję się? Nie zasługuję? Może to jedno i drugie?
Tak - chyba mam jeszcze trochę drogi przed sobą, żeby się "ugłaskać" i w pierwszej kolejności pokochać SIEBIE - za to jaką jestem - ze swoimi zaletami i wadami. Jeśli sama siebie nie pokocham - nie pozwolę nikomu innemu siebie pokochać, bo... najnormalniej na świecie w tą miłość nie uwierzę...

W ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZE JEST WYKSZTAŁCENIE - jedno z moich "ulubionych" przekonań. Pamiętam - rodzice i dziadkowie zawsze wkładali mi to do głowy. I jestem im wdzięczna za to - mam w sobie pęd do wiedzy, który staram się realizować. ALE - niektórzy interpretują to w troszkę krzywy sposób - dewaluując osoby, które nie mają "szkół pokończonych". Kochani moi - już wiem, że nie "papier" świadczy o człowieku, jego umiejętnościach i jego wiedzy. Ale sam człowiek wystawia światu swoje świadectwo o sobie. Pomyśl - ile w życiu udało Ci się spotkać osób o formalnie niskim wykształceniu, a wiedzy doświadczeniu i klasie - które można by postawić bardzo wysoko. No i niestety na odwrót - osób wykształconych, które reprezentują tak niski poziom, że w ogóle trudno o poziomie mówić...

PO CO PRÓBOWAĆ, SKORO I TAK SIĘ NIE UDA? - no właśnie - sami stawiamy sobie sufit nad głową, którego nie jesteśmy w stanie przebić... Pomyśl - a co by było jakby nad głową było błękitne niebo i tylko od Ciebie by zależało jak wysoko w górę się będziesz wspinać? A to wszystko zależy od CIEBIE. Czasami warto przestać się "spinać" i pozwolić, żeby wszystko potoczyło się samo... Efekty naprawdę mogą zaskoczyć... Ale cóż - kto nie gra - nie wygrywa ;-)

TABLETKA NA PEWNO MI POMOŻE - efekt placebo jest cudownym przykładem przekonania - choć niekoniecznie negatywnego - niech to będzie mała wisienka na torcie w tym poście - przekonanie, które może skutecznie ograniczyć ilość wchłanianej przez nas chemii w formie farmaceutyków... Na to przekonanie szczególnie podatne są osoby starsze i dzieci - choć dziecku niekoniecznie serwować trzeba witaminę C zamiast środka przeciwbólowego - bo często wystarczy, żeby mama przyłożyła na chwilę usta do bolącego miejsca i dziecię od razu czuje się lepiej :-)

PIENIĄDZE SZCZĘŚCIA NIE DAJĄ - absolutnie się z tym zgadzam, ale już teraz pamiętam też o tym, że to pieniądze dają możliwość np. kupowania zdrowej żywności, wizyt prywatnych u lekarzy kiedy jest to  (a na które w NFZ'cie czekalibyśmy miesiącami...), zabrania dzieci do kina, wyjazdu na weekend, żeby odpocząć. Podsumowując - pieniądze dają nam szanse na zadbanie o zdrowie i samopoczucie swoje i najbliższych, co z kolei powoduje, że... można się poczuć spokojniejszym i szczęśliwszym... A osoby, które hołdują temu przekonaniu - niekoniecznie wyglądają na osoby szczęśliwe...

NOWOTWÓR TO WYROK - może powinnam o tym przekonaniu napisać na samym początku. Przykre jest, kiedy osoby których ta choroba nie dotyczy tak mówią - bo jak można tak jednoznacznie skazywać osobę, która zachorowała? Oczywiście, że nie jest to katar, który (szczególnie w przypadku mężczyzn) może być chorobą niemal śmiertelną, ale w przypadku chorób nowotworowych przekonania bardzo dużo mogą pomóc albo i zaszkodzić...
Czy nie lepiej byłoby do nowotworu podejść jako do sygnału od organizmu, że trzeba bardziej o niego zadbać? Wiara w to, że leczenie przyniesie pozytywne efekty - daje olbrzymią siłę i energię do życia, bez której najlepsze leczenie będzie nieskuteczne. A wiara i działanie - potrafią czynić cuda :-)

Po tej drugiej stronie OGRANICZAJĄCYCH nas przekonań - znajduje się słoneczna autostrada, którą można mknąć... Warto nad nimi popracować i dać sobie szanse na łatwiejszą drogę :-)







środa, 18 czerwca 2014

"Sianie" PRZEKONAŃ, czyli... "A Babcia zawsze mówiła, że..."

Znacie na pewno powiedzenie, że coś "jednym uchem wejdzie a drugim wyjdzie". Większość z nas wierzy (albo CHCE wierzyć), że tak właśnie jest, ale jeśli mam być szczera okazuje się to tylko pobożnym życzeniem... Oczywiście jednym uchem wchodzi, drugim wychodzi, ale swój ŚLAD mimo wszystko zostawia... Ale czasami JAKI!!! W ten sposób zostają nam zaszczepione przekonania - co do których sobie nawet czasami nie zdajemy sprawy, a mają one wpływ na całe nasze życie. Warto się temu przyjrzeć....

Umysł dziecka jest chłonny jak gąbka. Jest czysty, bez zapisanych w nim wielu doświadczeń, analiz, czasami nawet traum. Jego umysł przyjmuje wszystko tak jak to mu jest podane - dlatego po latach okazuje się, że na fotelu u terapeuty - czasami musimy cofać się do dzieciństwa i przerabiać pewne tematy, które zostały zasiane i zostawione, co owoce później dawało latami. I nie mówię teraz o "owocach", które chcielibyśmy widzieć - wprost przeciwnie... Jednak nie tylko przekonania nabyte w dzieciństwie owocują - oczywiście te z dzieciństwa jeżeli nie zostały przepracowane i usunięte - rosną w swoją siłę. Ale też wiele przekonań dostajemy w prezencie od całego świata, który nas otacza.

Rodzice, dziadkowie - najbliższa rodzina, środowisko w którym dorastamy - paradoksalnie tu gdzie czujemy się najlepiej i najbezpieczniej - też potrafi dać nam niezły "prezent". Szczególnie te osoby najważniejsze w naszym życiu. Chciałabym uniknąć bycia posądzoną o to, że uznaję tych, którzy dla dziecka zrobią niemal WSZYSTKO o złe intencje - nie, absolutnie NIE.

Nie ma ludzi idealnych i nie ma ludzi wszechwiedzących. Nie każdy musi wszystko umieć, wiedzieć, znać - to jest przecież nierealne. A często będąc przekonanymi, że robimy wszystko co najlepsze - szczególnie dla naszych dzieci - robimy im "pod górkę" w przyszłości. Nie będę pisać, że robimy "kuku" - choć czasami taki właśnie jest tego efekt, ale ufam, że dziecko gdy dorośnie będzie potrafiło sobie samo, bądź z pomocą (mniejszą czy większą) sobie z tymi przekonaniami poradzić. Ale zapewniam - NIE JEST TO ŁATWE...

Następny post związany będzie z przekonaniami, których sama doświadczyłam, które sama zauważyłam u innych. Postaram się pokazać Wam jak to, co ktoś kiedyś nam mówił, pokazywał - bo sam w to wierzył - wpływa na nasze życie, a później promieniuje dalej na zasadzie powtarzalności schematu... 





wtorek, 17 czerwca 2014

Motylom nie wolno podcinać skrzydeł...


Tak - PRZEPOCZWARZYŁAM SIĘ - w końcu przyszedł na to czas - z jednej strony, szkoda że tak późno, ale z drugiej - dobrze, że W KOŃCU DOJRZAŁAM.

Przez lata byłam sobie jak kokon - a może nie - jak mrówka robotnica - w sumie motyl i mrówka nie mają ze sobą wiele wspólnego (o ile coś w ogóle), ale tak - cierpliwie czekałam na SWÓJ CZAS. Na moment, kiedy ktoś dostrzeże we mnie KOGOŚ WIĘCEJ niż tylko osobę, którą można obłożyć obowiązkami, z których znakomicie się wywiąże, bez konieczności kontroli i "prowadzenia za rączkę". Osobę, która będzie miała nieskończone pokłady automotywacji, optymizmu, energii, wsparcia dla innych oraz... błysku w oczach.

Przyszedł taki moment, kiedy energii przestało wystarczać na upchanie 48 godzin w buteleczce siły o pojemności 24h.... Zabrakło siły i czasu na zadbanie o siebie, czas dla Dzieci, odpoczynek, regenerację sił. Nawet marzenia, które zawsze starałam się zamieniać w cele - gdzieś się pochowały i nie mogłam ich odnaleźć. Za to coraz częściej pojawiały się łzy - ukrywane przed wszystkim i wszystkimi. Ich ilość poznała tylko poduszka i auto...

Z perspektywy czasu wiem, że byłam motylem, któremu obcięto skrzydła... Chyba źle to ujęłam - osobą, która dokonała tej okrutnej amputacji byłam JA SAMA. To był czas, żeby się obudzić...