Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą emocje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 grudnia 2014

Krok do przodu czy osobisty lot w kosmos?...

Z perspektywy czasu stwierdzam, że czasami dokonanie zmiany w życiu - dla mnie jest szansą na lepsze jutro, a dla innych może oznaczać ni mniej ni więcej - lot w kosmos...

Każdy ma swoje problemy, swoje bolączki, rzeczy które są odbierane jako "niefajne". Czy trzeba w takim stanie rzeczy żyć? Przecież nie ma na świecie ludzi, którym taka smutna rzeczywistość odpowiada. A jednak okazuje się, że jednak tkwi się w tej samej sytuacji długo, długo, a czasami do końca życia. Niezbyt to pozytywne i uskrzydlające...

Rzeczywistość w której istniejemy - mimo, że jest daleka od tej jakiej pragniemy - więcej - czasami nie ma z nią nic wspólnego - jest NASZA. Zawsze w głębi serca to co moje jest dla mnie ważne i cenne. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że to co nawet boli: emocje, sytuacje, doświadczenia są nam ZNANE. Jeśli mieć wroga, to dobrze go znać, prawda? Wobec tego - nawet mając świadomość tego, jak żyjemy, czego doświadczamy, co czujemy - nie jest to nic nieznanego - wiemy jak jest, wiemy jak być może i wiemy, co z tego może wyniknąć. Mamy WIEDZĘ, więc paradoksalnie czujemy się w głębi serca komfortowo.... No właśnie - taki sobie paradoks. 
Wobec tego dokonując zmiany - burzymy nasze poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa - wychodzimy poza strefę ulubionego komfortu - wchodzimy w sferę niewiadomych doświadczeń - może to faktycznie jak lot w kosmos - nie wiemy co nas tam czeka i mamy świadomość, że to, co dalej się z nami dziać będzie, to zależy głównie od nas, sami ponosimy za to odpowiedzialność z nikim się nią nie dzieląc. I w głębi serca mamy strach, czy sobie z tym poradzimy... Może niepotrzebnie, bo jeśli wiemy, że nie mamy już nic do stracenia - wiemy, że musimy iść do przodu? 

Po co zmiany w życiu? Z mojej perspektywy - żeby żyć lepiej, żeby mieć świadomość, że zrobiłam wszystko co mogłam, aby jakość mojego życia poszła w górę i żeby promieniowała na moich najbliższych. Przecież mając poczucie spełnienia, wewnętrznej radości i szczęścia - łatwiej jest być lepszym człowiekiem - spełniać siebie i pomagać w tym samym innym - pokazywać im, że MOŻNA
Dla odmiany - nie dokonując zmian, które mogłyby polepszyć nasze życie - skazujemy się na depresje, marazm, brak marzeń, brak celu, życie z dnia na dzień, codzienne budzenie się bez entuzjazmu i chodzenie spać z nadzieją, że sen będzie trwać (niemal) wiecznie... 

Oczywiście, że zmiana to nie tylko przyjemne doświadczenia i emocje - gdyby tak było - wszyscy żylibyśmy w towarzystwie jednej wielkiej zmiany. Zmiana to też koszty. Warto więc pamiętać o tym, że żeby żeby powstać, trzeba najpierw upaść, żeby posprzątać, trzeba wcześniej zrobić bałagan i żeby docenić to co osiągamy - musimy ponieść jakieś koszty. Niemniej jednak - rozważając koszty zmiany - pamiętajmy o tym, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, czyli że ze wszystkiego można wyciągnąć coś pozytywnego dla siebie. I TAK WŁASNIE JEST!

Brak zmian, których jednak by się bardzo pragnęło - zawsze można doskonale wytłumaczyć. Zawsze są dostępne usprawiedliwienia, które można wyciągać z rękawa, przecież życie toczy się własnym torem, a nam się wydaje, że nie mamy na to żadnego wpływu. Tylko PO CO tak myśleć? Czy to spowoduje, że nasze życie rozkwitnie? 

***Nie możesz kontrolować kierunku wiatru, który wieje - 
na to nie masz wpływu, 
ale zawsze możesz mieć wpływ na to jak ustawisz żagle 
i w jakim kierunku popłyniesz***



Zdjęcie: pixabay.com

sobota, 13 września 2014

POLKI WISZA, czyli o komunikatach i ich interpretacji....

Kiedyś - było to pod koniec roku 2001 - pamięta, bo było to po zamachu terrorystycznym na WTC w NY - wyjechałam na kilka dni do Niemiec. Wszyscy ciągle jeszcze byli mocno poruszeni tym, co się stało w USA, ciągle zamachy te były tematem rozmów. Oczywiście za każdym razem jak wyjeżdżałam zagranicę moja Mama żegnała mnie tak, jakbyśmy się miały nigdy więcej nie zobaczyć. Reszta rodziny nie była tak przewrażliwiona - na szczęście dla mnie i ku oburzeniu Mamy ;-)
Niemnie jednak jej emocja zawsze w pewnym stopniu udzielały się mi. Taki lekki niepokój, niepewność, takie lekkie zachwianie mojego poczucia bezpieczeństwa...
Pewnego ranka o godzinie szóstej wyrwał mnie nagle ze snu dźwięk przychodzącego SMSa. O szóstej rano? Coś musiało się stać... Szybko chwyciłam za telefon i odczytałam wiadomość: "POLKI WISZA... TRAGEDIA..."

Wiadomość ta spowodowała u mnie prawie zawał serca - tym bardziej, że zostałam dopiero co wyrwana z głębokiego snu....

Oczywiście, że żadne Polki nie zostały powieszone. Ale półki tak... i do tego krzywo...

Historia ta przypomina jak bardzo stan emocjonalny wpływa na odbiór komunikatów przekazywanych przez innych, jak emocje kierują procesem interpretacji tego co słyszymy...


Photo: tapeciarnia.pl

sobota, 6 września 2014

GDZIE JA JESTEM?,... Czyli o kreowaniu rzeczywistości...


Pewnie to znasz...

Dopadają mnie takie dni. Mogłabym cały dzień spać, albo leżeć w łóżku i patrzeć w jeden punkt. Nie chce mi się wtedy nikogo widzieć, z nikim rozmawiać. Wiadomości na które czekam nie przychodzą - skrzynka mailowa pusta, telefon milczy. Staram się czymś zająć i na staraniu się kończy. Jednak kładę się do łóżka. Ciekawa książka leży obok, ale nawet nie chce mi się jej wziąć do rąk. Żeby włączyć film, trzeba reanimować ciało i przemieścić się kilka metrów, co okazuje się zbyt dużym wyzwaniem. Płakać nie mam siły, wściekać się też. Może poużalam się nad sobą. OK, to pobudza w końcu kanaliki łzowe. Cytując nie pamiętam kogo "spuszczam w ten sposób ciśnienie". I już czuję, jak przychodzi fala za falą słabość, żal, beznadzieja i złość na siebie, bo przecież jestem beznadziejna, głupia i do tego brzydka i gruba. Poprzestając chwilowo na tym jednak ruszam tyłek, bo poczułam że żołądek zaczął się buntować (on też przeciwko mnie?!) i mocno przyssał się do kręgosłupa... Zakładam buty, bluzę - najlepiej z kapturem i wychodzę po zmroku do sklepu po ulubione lody koktailowe - pudełko pojemności 0,5 litra. Pół litra - chyba nie jest ze mną tak źle, bo mógł być litr... Otóż nie - moje ulubione lody w najbliższym sklepie są tylko w takich pudełkach. Ale zawsze mogę kupić dwa...

Moja RZECZYWISTOŚĆ. Dziś jest taka, wczoraj była zupełnie inna, jutro pewnie też mnie zaskoczy.

SAMA KREUJĘ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ - ogarnia mnie czarnowidztwo, przecież jestem tak beznadziejna, wręcz powiedziałabym żałosna. Nic mi się nie udaje w życiu - NIC!!! 
Robię to na podstawie tego, co dzieje się dziś, wczoraj - w te dni, kiedy jest źle. Nie mam siły a może i ochoty (bo w tym momencie tak jest wygodniej) sięgnąć po to, co było dobre, co mi się udało - żeby ustawić to jako przeciwwagę do negatywnych odczuć...

A rzeczywistość można kreować inaczej - budując ją na tym co było najlepsze - na cudownych uczuciach, miłych emocjach, fantastycznych wydarzeniach, odniesionych sukcesach, pozytywnych doświadczeniach. W ciężkich momentach jest to potężne wyzwanie...

PODEJMIESZ TO WYZWANIE? Kto ma to zrobić jak nie TY? :-)


niedziela, 31 sierpnia 2014

NIEZALEŻNOŚĆ - dobra ona czy zła?...


NIEZALEŻNOŚĆ - bardzo modne obecnie słowo, oraz to co cenię bardzo, bardzo, BARDZO. Coś, bez czego nie wyobrażam sobie swojego życia, mimo że mam świadomość, iż czasami poczucie mojej własnej niezależności jest tylko iluzją, bo nawet jak mam wrażenie, że niezależna jestem - może to być tylko wyobrażenie współtworzone przez innych, którzy mniej lub bardziej świadomie wpływają na moje życie - niestety? A może i stety?... Więc jak określić to, co dla mnie jest TYM WŁAŚNIE CZEGO PRAGNĘ?

Co mi daje poczucie "niezależności" (chyba już zawsze tego słowa powinnam używać z cudzysłowiem)? To jest dobre pytanie... Z jednej strony jest chęć granicząca z histeryczną potrzebą bycia w pełni samodzielną, a z drugiej strony rozpaczliwa potrzeba bycia "zaopiekowaną". Zawiła kobieca logika, a może i jej brak... No bo JAK?

NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA - cenna? Pewnie i tak, jak każda z nich niejako. Teoretycznie, kiedy nie ma ograniczeń finansowych - można wszystko. Można wszystko - kupić... Czy wszystko? Wątpliwe - nie można kupić przecież uczucia... Brak niezależności finansowej boli. Boli dumę i godność jeśli się takowe posiada. Ale może też być wyrafinowanym sposobem na życie... Zależność finansowa pewnie jest łatwiejsza do przełknięcia w przypadku, kiedy jest tymczasowym bezwarunkowym wsparciem. Tylko ile osób wokół nas jest w stanie wesprzeć nas finansowo nie oczekując niczego w zamian? Niczego więcej poza przeświadczeniem, że "Jak ja będę w potrzebie - wtedy jak będziesz mógł - ty mi pomożesz"...

NIEZALEŻNOŚĆ EMOCJONALNA - nie być zależnym od uczuć, od emocji - to smutek, to samotność. I to niemożliwe. Można być twardym, nieugiętym, bezlitosnym - pytanie - Czy na pewno? Może jednak jest to maska, która skrzętnie przykrywa głębokie rany? Może to strach, przed pokazaniem swojego prawdziwego JA? Nie można przecież być kompletnie niezależnym od uczuć i emocji. Można próbować się uniezależnić od pewnych emocji, ale czy warto? Chciałabym się uniezależnić od negatywnych emocji - umieć tak do końca się od nich odciąć, nie dawać się wkręcać w spirale negatywnych odczuć i pozwolić się ponosić tylko temu, co daje poczucie ciepła w sercu... To byłoby piękne, ale jak zawsze jest ALE... Czyż nie istnieje ryzyko, że mój instynkt samozachowawczy zostałby uśpiony?... A co potem?....

NIEZALEŻNOŚĆ FIZYCZNA - w pędzie życia chyba tego w ogóle nie doceniamy. Czasami widząc chore i/lub niepełnosprawne dzieci zatrzymujemy się z refleksją i podziękowaniem Bogu, że nasze dzieci są zdrowe. Nie doceniamy tego, że możemy się sprawnie poruszać, że bez problemu ugotujemy obiad, że pobiegniemy szybko po zakupy jeśli jest taka potrzeba. Jeździmy na rowerze, wyskakujemy z tramwaju, skaczemy na bungy. I zdarza się, że przychodzi taki moment, że ciało zawiedzie, czego później musimy ponosić konsekwencje. Niezależność fizyczna znika w pewnym stopniu i niestety jesteśmy zdani na innych, bo sami nie jesteśmy w stanie nawet drzwi otworzyć...

Ostatnio usłyszałam słowa, które dały mi dużo do myślenia: "Masz nóżki i rączki energetycznie powiązane - jak marionetka, tak na sznureczkach". Efekty są teraz widoczne w postaci znacznego uzależnienia. Fizycznego, bolesnego - także "mentalnie". Czyli moja niezależność istnieje już tylko w teorii. Teraz jej braku doświadczam... Nie jest to coś czego potrzebuję, czego pragnę, czego chce? I pojawia się następny podsunięty temat do przemyśleń: "Może dlatego ludzie łączą się w pary?...."

Zdjęcie z indulgy.com

czwartek, 21 sierpnia 2014

HOUSTON MAMY PROBLEM, czyli terapeutyczne wsparcie w skrajnych stanach emocjonalnych...


Szlag mnie jasny trafia - przepraszam, ale to i tak jest znacznie złagodzona wersja tego co czuję - jak słyszę "To wstyd iść na terapię"... Albo jeszcze lepiej "Sam sobie poradzę - pracuję nad sobą". Nie przypadkowo w tym drugim stwierdzeniu użyłam rodzaju męskiego - mam wrażenie, że dylemat ten (oczywiście NIE MĘSKI, ale wg panów ewidentnie babski) związany jest jednak głównie z facetami.

No tak - co za wstyd!!! Silny facet! Co? Na terapię? Przecież jego siła pozwala poradzić sobie ze wszystkim! Duże problemy go nie rozłożą na łopatki, to jak - Z SAMYM SOBĄ SOBIE NIE DA RADY??

Jak to jest możliwe, że ludzie szkolą się, doszkalają - bardzo sobie nawet to chwalą, dążą do różnych form rozwoju, ale terapia okazuje się czymś, na co nie powinni sobie pozwolić, bo wstyd?... Mimo, że terapia jest - podobnie jak szkolenia - formą pracy nad sobą. Tylko w innym zakresie.

Czasami rozglądając się dookoła stwierdzam, że chyba jednak wielu osobom przydałoby się wsparcie terapeutyczne. Mnóstwo ludzi jest niestabilnych emocjonalnie - określiłabym, że w dokuczliwym dla innych stopniu - nie potrafią sobie z emocjami radzić, a może to być bardzo bolesne - nie tylko dla osoby, która zmaga się z tego typu problemem, ale także dla najbliższego otoczenia. Co więcej - może także negatywnie wpływać na najbliższych i z czasem powodować u nich również różnego rodzaju zaburzenia...

Być osobą emocjonalną - fajna rzecz. Szczególnie zakładając przeżywanie pozytywnych emocji. Jednak kiedy w grę wchodzą emocje negatywne - ich nasilenie może nas przerastać. A u podstaw tego zwykle leży LĘK. Najczęściej nieuświadomiony - ukryty gdzieś głęboko - od lat wychylający się ze swojej kryjówki na chwilę, w sprzyjających ku temu okolicznościach - żeby z jednej strony zaznaczyć swoją obecność, ale z drugiej - zmylić przeciwnika i skierować naszą uwagę na zupełnie inny trop, który wydaje się bardziej "oczywisty". I oczywiście często leżący po stronie zupełnie kogoś innego!!
Kiedy to z czym się w rzeczywistości i jawnie zmagamy jest lęk - może łatwiej jest pracować nad nim samemu, bo jeśli wiesz, co Ci dolega - możesz dojść do tego, jak sobie pomóc. Gorzej jednak jest, kiedy lęk jest ukryty, a ujawnia się w postaci skrajnie nasilonej złości, nienawiści, chorej zazdrości czy przybiera formę agresji (niezależnie od tego czy jest to agresja psychiczna, czy fizyczna).

Nie jestem terapeutką, nie jestem psychologiem (mimo, że co niektórzy tak mnie określają - mniej lub bardziej złośliwie;-), ale życie z brakiem stabilności emocjonalnej (niezależnie od tego, czy problem ten dotyczy mnie, czy osoby mi bliskiej) - jest jak życie w schemacie - bezlitośnie powtarzalnym i przewidywalnym. Wybuchy - żal - cudowny bezkres pustyni i znów arena cyrkowa... Czasami łatwo jest nawet ustalić z jaką częstotliwością schemat się powtarza, jednak i tak nie ułatwia to życia i nie powoduje, że ktoś poczuje się lepiej...


W 2013 roku zapoczątkowana została fantastyczna akcja MAM TERAPEUTĘ mająca na celu pokonanie wszechobecnego w naszym społeczeństwie wstydu związanego z udziałem w terapii. Setki osób opowiedziało tam swoją historię związaną z terapią i tym, co dzięki niej zyskali. Zajrzyj tam - może pomoże Ci to w zrobieniu odważnego pierwszego kroku ku lepszemu życiu, a może - zechcesz podzielić się swoją historią z innymi?

Historii, pod której wrażeniem nieustannie jestem nie znajdziesz w akcji "Mam terapeutę", bo jest ona bardzo obszerna. Nie jest to opowieść o zmianie - to istna METAMORFOZA mojej przyjaciółki, którą znam od dziecka - która zawsze była osobą pełną niezwykłych wartości, utalentowaną, wzorową i dobrą - ale nigdy tego nie dostrzegała i nigdy w to nie wierzyła. Może i to stało się przyczyną tego, że życie ułożyło się jej tak a nie inaczej. Rozpoczęła terapię. Teraz - od dobrych kilku miesięcy ciągle jeszcze nie mogę dojść do siebie widząc ją jako Kobietę, która zna swoją wartość, która wie, że ma prawo być szczęśliwą i która teraz bez wyrzutów sumienia potrafi zadbać o siebie. I postanowiła podzielić się (już z pewnego dystansu) swoimi emocjami i doświadczeniami na blogu ZROZUMIEĆ SIEBIE - do którego lektury zapraszam :)


Zdj. www.hypescience.com



czwartek, 31 lipca 2014

BYĆ SZCZĘŚLIWYM - czy to stan do osiągnięcia?...

Szczęście jest emocją. Emocja ta jest czymś poruszającym, nawet powiedziałabym głęboko poruszającym. W pozytywnym sensie tego słowa.
Każdy marzy o byciu szczęśliwym. Optymalnie byłoby być szczęśliwym farciarzem, czyli oprócz względnie stałego poczucia radości i spełnienia móc powiedzieć o sobie: "Ja to mam fuksa". (np. "Wygrałem w totka, podzieliłem się z kim miałem i jeszcze mi zostało...").
Jak to z tym szczęściem jest? No to którędy do tego szczęścia? Czy na swoje poczucie szczęścia mam wpływ tylko ja, czy też inni w tym uczestniczą? Jak ono się buduje?

Są momenty w życiu, kiedy czujemy się radośni, pełni energii, bezgranicznej przyjemności (może nawet euforii) i zadowolenia. Czy jest to właściwe szczęście? Nie - raczej chwilowe, choć też wartościowe, bo przynajmniej na moment pozwala się wyrwać z marazmu przygnębiającej, szarej rzeczywistości.

To, nad czym warto popracować to TRWAŁE POCZUCIE SZCZĘŚCIA, na które składa się zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem - życie, w który mamy poczucie sensu - wartościowej misji, którą mamy przed sobą i którą sukcesywnie realizujemy. Czy to jest łatwe? W teorii - oczywiście. W praktyce okazuje się, że nie...

Podstawą budowania szczęścia jest uświadomienie sobie, że aby ten stan osiągnąć, musimy zaspokoić mnóstwo różnorodnych potrzeb, bo jeśli w tej kwestii pozostawimy braki - dojść do celu jakim jest szczęście - się nie uda.
Teraz następuje jedna z nielicznych chwil kiedy stwierdzam, że to, czego się nauczyłam w szkole - przekłada się w praktyczny sposób na rzeczywistość. Szkoda, że doszłam do tego wniosku tak późno - gdybym wcześniej przeanalizowała to i otworzyła szerzej oczy - nie miałabym poczucia straconego czasu. Ale cóż - wyciągam konstruktywne wnioski, biję się w piersi, przepraszam szkołę i... idę do przodu - już zgodnie z teorią, która się na rzeczywistość przełożyła. 

Abraham Harold Maslow to pan, któremu już osobiście na tym świecie nie uda mi się podziękować. A on to właśnie ułożył w formie piramidki hierarchię potrzeb do zaspokojenia W DRODZE DO SZCZĘŚCIA.

Podstawą podstaw - można by rzec - jest zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, które stanowią filar całej piramidy. Są to (1) POTRZEBY PODSTAWOWE: np. pożywienie, dach nad głową, zachowanie gatunku. Kiedy one zostają zaspokojone pojawiają się kolejne potrzeby: (2) POTRZEBY STABILIZACJI, czyli zapewnienie sobie i najbliższym bezpieczeństwa, które jest pojmowane jako zabezpieczenie przed utratą dochodów, zdrowia, majątku itp itd a także spokój, protekcja, opieka i wolność od strachu. Potrzeby te (zarówno podstawowe jak i stabilizacji) - są potrzebami niższego rzędu - aby móc rozwijać się dalej - warunkiem koniecznym jest by zostały one w zadowalający sposób zaspokojone. Dopiero ich realizacja pozwala nam przejść do potrzeb wyższego rzędu. A są to (3) POTRZEBA PRZYNALEŻNOŚCI - tzw społeczna: każdy potrzebuje budowania z innymi osobami pozytywnych więzi, relacji, przynależności, jest to także bardzo istotna potrzeba kochania i bycia kochanym. Dopiero realizacja tych potrzeb pozwala nam przejść do następnego etapu w drodze do szczęścia - (4) POTRZEBY SZACUNKU I UZNANIA, czyli wolności, zaufania do siebie, zbudowania poczucia własnej wartości, poczucia swoich kompetencji, odczucia, że jest się poważanym w środowisku w którym się egzystuje. Ostatni etap w drodze do poczucia szczęścia to (5) POTRZEBY SAMOREALIZACJI, czyli harmonii i piękna, wiedzy, zrozumienia, rozwoju talentów i zainteresowań, rozwoju duchowego oraz potwierdzenia własnej wartości

Poczucie szczęścia dostępne jest dla nas wtedy, kiedy jesteśmy w pełni zrealizowani - kiedy wszystkie nasze potrzeby opisane przez Abrahama Maslowa zostają spełnione, zaspokojone. Jeśli nie mamy jeszcze w pełni tego cudownego i upragnionego poczucia - warto zajrzeć wgłąb siebie i przeanalizować po kolei wszystkie etapy osobistej piramidy potrzeb, aby uświadomić sobie w którym miejscu się stanęło i nad czym zacząć w pierwszej kolejności pracować. Warto pamiętać także o tym, iż nie ma takiej możliwości, by efektywnie zaspokoić potrzeby wyższego rzędu, jeśli któreś z tych bardziej podstawowych nie zostały zaspokojone.

BUDOWANIE SZCZĘŚCIA TO CZAS I WYSOKIE SCHODY - NIE JESTEŚ W STANIE PRZESKOCZYĆ CO DRUGIEGO SCHODKA - MUSISZ JE PRZEJŚĆ JEDEN PO DRUGIM... 


Rysunek piramidy potrzeb: www.zarzyccy.pl


środa, 16 lipca 2014

ZŁOŚĆ - poddawać się jej czy nie?...


JESTEM UOSOBIENIEM CIERPLIWOŚCI. Aniołem? No prawie... Przynajmniej tak mnie widzą inni... Prawie wszyscy... Zawsze w moim odczuciu złość pobudzała agresję, a agresji się boję. Zarówno czyjejś jak i tej która wyjdzie ze mnie. Boję się i już! NIE CHCE! Czyli złość sama w sobie jest zła - bardzo zła... Oczywiście jest to moja i TYLKO MOJA pokręcona, babska teza ;)

Więc duszę ją w sobie. Jak nie duszę, to wiedzą o tym tylko poduszka i kołdra. Bo one nie pytają. I zawsze są... A później bóle głowy, drętwienie karku, niemal nieustające mrowienie w kończynach. Inny możliwy zestaw to: problemy z oddychaniem, kołatania serca, problemy z ciśnieniem i mnóstwo, mnóstwo innych. A to wszystko to prezent od ciała za nieodreagowaną i uwięzioną w cele złość. 
Po ostatniej cielesnej "awarii", która skończyła się prawie hospitalizacją - usłyszałam od mojej Przyjaciółki "Prawa strona ciała ci drętwieje? Olka nie wiesz? To problemy z płcią przeciwną" (w domyśle: "ci faceci nas wykończą";-)  Problemy to złość - ta, którą trzymam w sobie i nie chcę jej za grosz z siebie upuścić. I BŁĄD...

Naszemu organizmowi należy się SZACUNEK - oszczędzajmy siebie. Złość, która nie znajduje ujścia to (oprócz tego, co wyliczyłam powyżej) - także potencjalny spadek energii oraz może nawet dobry wstęp do depresji - zakładając stan długotrwały... Poza tym ze złością może być jak z balonikiem - przyjdzie moment, że coś całkiem błahego sprawi, że balonik pęknie. A wtedy może pojawić się agresja...

Warto ROZMAWIAĆ. Mówić o swoich emocjach. Ale mówić o SOBIE  - o swoich emocjach - a nie o tym kimś, z kim właśnie się konfrontujemy. Mówmy "jestem na ciebie wściekła, bo spodziewałam się czegoś innego" a nie "To twoja wina". Bo co to zmieni?? Jeśli nam da ulgę to tylko chwilowo, albo zacznie nas nakręcać jeszcze bardziej i znowu balonik zrobi BUM... :-(


"Boże użycz mi pogody ducha, abym zgodził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał, to co mogę zmieniać i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego"...

I nie dawaj mi proszę w tym momencie siły... Może tak na wszelki wypadek...


Zdjęcie: nyahmag.com

środa, 25 czerwca 2014

SŁOWA... Czyli kilka ich o nich...

Wyobraź sobie, że budzisz się rano i pierwsze co widzisz to uśmiech na twarzy bliskiej Ci osoby i słyszysz "Dziś będziesz mieć naprawdę wyjątkowy dzień". Patrząc w lustro mówisz do siebie "Dzisiejszy dzień przyniesie mi coś naprawdę pozytywnego". Czujesz w sobie siłę i nawet jeśli nie nałożyłaś makijażu - wiesz, że jesteś piękna i jedyna w swoim rodzaju.
Wchodzisz do pracy, a tam witana jesteś uśmiechem i słowami: "Dzień dobry! Jak się dziś czujesz?". Odbierasz telefon, który się już niecierpliwy i słyszysz "Witam - jak dobrze Panią słyszeć..." Po intensywnym dniu biegnąc do samochodu (bo wiesz, że już prawie jesteś spóźniona po dzieci do szkoły) - w korytarzu mijasz się z szefem, który na pożegnanie mówi Ci "Odwaliła Pani dziś kawał dobrej roboty - dziękuję". Jesteś zmęczona, ALE...

No właśnie - CO CZUJESZ?

Przecież nie stało się nic "wielkiego". Nikt nie przysłał Ci olbrzymiego koszta róż, a szef nie czeka na Ciebie z informacją o premii albo o podwyżce. Poranną kawę musiałaś sobie zrobić sama - co więcej - tak jak co dzień musiałaś zadbać o dzieci, czyli maluchy, faceta i psa... Twoja praca (PRACA) rozpoczęła się jeszcze w domu, bo ktoś wcześnie rano potrzebował Twojego wsparcia w rozwiązaniu problemu....

MAGIA?? Nie:-) SŁOWA!! :)

Pamiętaj, że to w jaki sposób się komunikujesz kreuje świat dookoła Ciebie. To, w jaki sposób rozmawiasz z ludźmi może wywierać na nich mniejszy lub większy wpływ, więc jeśli masz możliwość świadomego wyboru - dlaczego nie ułatwiać sobie i innym życia?

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu o potędze słów. Zachęcam Was do przyłożenia uwagi do tego CO i W JAKI SPOSÓB mówicie i piszecie - bo to także niesie ze sobą emocje i często... DZIAŁANIE.

Pamiętajcie o WAŻNYCH SŁOWACH:
  • PROSZĘ, DZIĘKUJĘ, PRZEPRASZAM - to żaden wstyd, a Babcie będą z nas dumne;-) W końcu to one opowiadały nam bajkę o trzech dziewczynkach o tych imionach
  • DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ - jest to najpiękniejsze podziękowanie i dowartościowanie osób, które przy nas są i zawsze nas wspierają
  • KOCHAM CIĘ - nawet kiedy kochasz, a tego nie słyszysz, masz wrażenie, że ta miłość jest "niepełna", niech ona żyje pełnią sił. A jeśli się z kimś kłócisz (np z szefem, którego wcale kochać nie musisz;-) i zupełnie nagle wypowiesz te słowa - gwarantuje, że ciśnienie mocno puści i wszystko zakończy się pomyślnie i z uśmiechem
  • ZALEŻY MI NA TOBIE - werbalizuj to - nieraz ludzie tego nie czują, a jak mają poczucie, że są dla Ciebie ważni - zmienia to diametralnie ich postawę i samopoczucie
  • JESTEŚ SILNY/SILNA - pomoże to podbudować poczucie własnej wartości. Jest to docenienie wewnętrznej mocy lub/i zewnętrznej siły człowieka - każdy tego potrzebuje...
  • WYBACZ MI - bo każdy popełnia błędy. A ja z tego wyciągnę wnioski na przyszłość...
  • SUPER! BARDZO DOBRZE! - wzmacniaj pozytywnie nawet małe sukcesy innych (szczególnie dzieci). Proste słowa, a mogą naprawdę dodać skrzydeł i motywować do dalszej pracy
  • ŚWIETNA ROBOTA - o tym nigdy nie zapominaj. Doceniaj - inni doceniać Ciebie też będą :-)
  • GENIALNY POMYSŁ/JESTEŚ GENIALNA/Y - czy wiesz jak to pobudza dalszą kreatywność? Jeśli nie - przetestuj :)
  • PIĘKNIE DZIŚ WYGLĄDASZ - zdecydowanie poprawia dzień i samopoczucie. Kiedy to usłyszysz - nawet nie przygniotą Cie worki pod oczami, które, wiesz, że dziś właśnie masz...
  • TY TO MASZ SZCZĘŚCIE! - niektórzy powiedzą, że to nie kwestia szczęścia, ale ciężkiej pracy. Ale czym jest ciężka praca bez odrobiny szczęścia?
  • WSZYSTKO MA SWOJE POZYTYWNE ASPEKTY - pamiętaj i przypominaj innym, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, a nie pusta. Nic nie dzieje się wbrew nam, ale DLA NAS. Czasami tylko musimy wyciągać wnioski...
A wszystko to niesie ze sobą SZACUNEK do drugiego człowieka. Jeśli szanujesz ludzi - oni Ciebie szanować też będą. Ale zaczynaj zawsze od SIEBIE. Żeby szanować innych - musisz najpierw SZANOWAĆ SIEBIE.





poniedziałek, 23 czerwca 2014

SŁOWA, czyli słowo o tym co zostaje...

Z jednej strony TYLKO słowa. Z drugiej - AŻ słowa.

Słowa mają w sobie olbrzymią moc - są idealnym nośnikiem emocji, ale również potrafią być doskonałym narzędziem wywierania wpływu (czasami nawet manipulacji)

Żeby podejść do "rozprawienia" się z tematem słów - wyodrębniłam słowa w dwóch kontekstach. Pierwszy z nich to aspekt "sprzedażowy" - celowo użyłam cudzysłowiu, ponieważ nie chodzi tylko o dosłowną sprzedaż (choć nie ukrywajmy - bardzo mocny nacisk jest na to kładziony w sprzedaży bezpośredniej), ale także przekazywanie pomysłów, idei, przekonywania innych (agitacji??;-), "sprzedaży siebie" :-)

Jaki świat byłby piękny, gdyby ludzie w komunikacji między sobą używali głównie takich słów, jakich zwykle używa się podczas procesu hmmm - ujmijmy to - wszelkich form agitacji. Nie mielibyśmy dobrych komputerów, ale byłyby one wspaniałe, nie popełnialibyśmy błędów, ale szukalibyśmy właściwej drogi, zdrowa żywność nie byłaby tylko zdrowa, ale wyśmienita, nie mielibyśmy szczęścia, ale wprost spływałoby na nas błogosławieństwo, szkoły nie byłyby niezłe, ale na najwyższym poziomie, my nie czulibyśmy się OK, ale tryskalibyśmy energią, a polskie drogi nie byłyby "w cholerę dziurawe", a jedynie nadające się do delikatnej sezonowej korekty... Osoby uznawane za (przepraszam) partaczy i niedouków byłyby osobami wymagającymi uzupełnienia pewnego zakresu wiedzy, lęk można by określić jako ostrożność, a potocznie określany smród byłby po prostu dziwnym zapachem...

Jeśli chodzi o te najczęściej pojawiające się fenomenalnie pozytywne - wręcz magiczne (ale ewidentnie mające na celu odpłatne przeniesienie praw własności) - słowa, to: promocja, najniższa cena, najwyższa jakość, lider w branży itp. itd. Dlaczego? bo UWIELBIAMY promocje - wszystko to, co jest ofertą wyjątkową dla wyjątkowego klienta (czyli dla nas) - niezależnie od tego czy tego potrzebujemy, czy nie... Szkoda, że w tym zakresie piękne, pozytywne słowa są tak często używane - żeby nas naciągnąć... TFU - przepraszam, namówić do przetestowania wyjątkowej oferty...

Tak pisząc te słowa uświadomiłam sobie, że albo my jako społeczeństwo polskie mamy tak ubogi język, albo tak mało korzystamy z pełnego zakresu słownictwa... Taka mała dygresja - mam nadzieję, że się ze mną nie zgadzacie... 

W życiu prywatnym słowa mają ewidentnie przekazywać nasze odczucia, emocje - wpływają też na emocje naszych rozmówców (mimo, że czasem nawet nam na tym nie zależy). Tutaj szczególnie widać ten - określiłabym go jako - emocjonalno-osobisty aspekt słów. Tak - nie ukrywajmy - to też jest forma "sprzedaży" - głównie siebie albo swojego światopoglądu, jednak istotną rolę odgrywać tu będą relacje między komunikującymi się ludźmi. 

Wyobraź sobie jak czujesz się słysząc, gdy ktoś do Ciebie mówi "mówiłaś, że zrobisz to inaczej". A teraz pomyśl jak ta sama osoba mówi do Ciebie to samo, ale trochę inaczej: "Kłamałaś"... Albo zamiast powiedzieć "nie jest mi z tym dobrze, zawiodłam się" - mówi: "Nienawidzę cie" - przytoczyłam tutaj niekoniecznie fajne przykłady słów, które mogą budzić skrajnie mocne emocje. Ludzie w emocjach wypowiadają różne słowa. Później, kiedy ten kurz opada - czasami słyszymy "przepraszam - nie to miałam na myśli" albo "to nie o to mi chodziło", ale słowo wyrzucone w emocjach w eter - zostało przechwycone i wywołało emocje, a emocje mogą dosłownie wyryć swą treść w głowie i w sercu...

Niestety czasami słowa okazują się pustym PR'em - niosącym za sobą najpierw pozytywne emocje, a później ogromne rozczarowanie. Zastanawiam się nie raz, czy zamiast używać słów, nie lepiej byłoby okazać to, co chcemy przekazać - czynem - oczywiście jeśli mamy szczere intencje - nie powinno być to żadnym problemem

Warto pamiętać, że słowa - szczególnie te negatywne - wyrządzają w naszych głowach i też sercach - olbrzymią krzywdę. Bo niosą ze sobą mocno negatywne emocje. A my mamy to do siebie, że przyjmujemy emocje od innych - szczególnie tych, którzy są dla nas tak ważni...

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Cofnij się do dzieciństwa - co sobie przypominasz? Do jakich wspomnień wracasz? Wracasz do ludzi i miejsc, czy tak naprawdę do tego, co wtedy czułaś/czułeś? 

To jest właśnie pamięć, pamięć emocji. A nośnikiem emocji są słowa... Dlatego sto razy pomyśl zanim coś powiesz...