Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motywacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 stycznia 2015

Nowy rok, nowe plany?...

Kto nie robił nigdy planów na nowy rok niech podniesie rękę!!! Podejrzewam, że lasu rąk by nie było - może nawet lepiej - może żadna ręka w górę by nie powędrowała... No cóż...
Nowy rok... "magiczny" czas, symbol końca i zarazem początku. Symbol, który nieuchronnie prowadzi nas do robienia postanowień. Niestety czasami okazuje się, że wyglądają one tak: 

Moje postanowienia na 2015 rok: osiągnąć cele z 2014 roku, które powinnam była osiągnąć w 2013, po tym jak ich nie zrealizowałam w 2012, jak to wcześniej zaplanowałam w 2011...

Jednak mając świadomość tego, że moje życie zależy ode mnie - może warto zrobić COŚ, żeby iść do przodu. Może warto zaangażować trochę samodyscypliny i systematyczności, żeby realizować cele, które biorą się z marzeń? Może warto w tym wszystkim znaleźć sprzymierzeńców, którzy w ciężkich momentach postawią nas na nogi i dadzą nam kopa wysyłając nas w kierunku w jakim powinniśmy iść, którzy nie pozwolą się zniechęcać drobnymi niepowodzeniami. Bo przecież sukces nie jest pisany różową pomadką na białej ścianie - zwykle jest sumą porażek i wyciągniętych z nich wniosków... 

Więc podążając za symboliką noworoczną - weź dziś ulubione pióro i odręcznie na kartce zapisz to, czego chcesz dokonać w nowym roku - REALNE CELE, przy których opiszesz w jaki SPOSÓB i KIEDY chcesz je zrealizować, jakie KROKI musisz zrobić w drodze do tego celu. Niech ta lista będzie zawsze w zasięgu ręki - zaglądaj do niej, odhaczaj to, co już zrobione i przede wszystkim miej pewność, że to, co zaplanowane JEST DO ZREALIZOWANIA :-)

Jeśli Twój obecny stan emocjonalny nie pozwala Ci wierzyć w to, że można mieć fajne cele - skup się najpierw na najprostszych rzeczach:
- wyjdź z domu
- pozwól sobie poleżeć w łóżku 10 minut dłużej
- jeśli masz ochotę - NIE POWSTRZYMUJ SIĘ - po prostu zamów tą pizze
- rozważ jakąś aktywność fizyczną. po prostu ją ROZWAŻ i pomyśl, jak fajnie będziesz się czuć z fizycznym zmęczeniem i dotlenionym organizmem...

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku! Zamieniaj marzenia w cele, a cele realizuj. I nie czekaj, bo życie ucieka :)


niedziela, 7 grudnia 2014

Krok do przodu czy osobisty lot w kosmos?...

Z perspektywy czasu stwierdzam, że czasami dokonanie zmiany w życiu - dla mnie jest szansą na lepsze jutro, a dla innych może oznaczać ni mniej ni więcej - lot w kosmos...

Każdy ma swoje problemy, swoje bolączki, rzeczy które są odbierane jako "niefajne". Czy trzeba w takim stanie rzeczy żyć? Przecież nie ma na świecie ludzi, którym taka smutna rzeczywistość odpowiada. A jednak okazuje się, że jednak tkwi się w tej samej sytuacji długo, długo, a czasami do końca życia. Niezbyt to pozytywne i uskrzydlające...

Rzeczywistość w której istniejemy - mimo, że jest daleka od tej jakiej pragniemy - więcej - czasami nie ma z nią nic wspólnego - jest NASZA. Zawsze w głębi serca to co moje jest dla mnie ważne i cenne. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że to co nawet boli: emocje, sytuacje, doświadczenia są nam ZNANE. Jeśli mieć wroga, to dobrze go znać, prawda? Wobec tego - nawet mając świadomość tego, jak żyjemy, czego doświadczamy, co czujemy - nie jest to nic nieznanego - wiemy jak jest, wiemy jak być może i wiemy, co z tego może wyniknąć. Mamy WIEDZĘ, więc paradoksalnie czujemy się w głębi serca komfortowo.... No właśnie - taki sobie paradoks. 
Wobec tego dokonując zmiany - burzymy nasze poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa - wychodzimy poza strefę ulubionego komfortu - wchodzimy w sferę niewiadomych doświadczeń - może to faktycznie jak lot w kosmos - nie wiemy co nas tam czeka i mamy świadomość, że to, co dalej się z nami dziać będzie, to zależy głównie od nas, sami ponosimy za to odpowiedzialność z nikim się nią nie dzieląc. I w głębi serca mamy strach, czy sobie z tym poradzimy... Może niepotrzebnie, bo jeśli wiemy, że nie mamy już nic do stracenia - wiemy, że musimy iść do przodu? 

Po co zmiany w życiu? Z mojej perspektywy - żeby żyć lepiej, żeby mieć świadomość, że zrobiłam wszystko co mogłam, aby jakość mojego życia poszła w górę i żeby promieniowała na moich najbliższych. Przecież mając poczucie spełnienia, wewnętrznej radości i szczęścia - łatwiej jest być lepszym człowiekiem - spełniać siebie i pomagać w tym samym innym - pokazywać im, że MOŻNA
Dla odmiany - nie dokonując zmian, które mogłyby polepszyć nasze życie - skazujemy się na depresje, marazm, brak marzeń, brak celu, życie z dnia na dzień, codzienne budzenie się bez entuzjazmu i chodzenie spać z nadzieją, że sen będzie trwać (niemal) wiecznie... 

Oczywiście, że zmiana to nie tylko przyjemne doświadczenia i emocje - gdyby tak było - wszyscy żylibyśmy w towarzystwie jednej wielkiej zmiany. Zmiana to też koszty. Warto więc pamiętać o tym, że żeby żeby powstać, trzeba najpierw upaść, żeby posprzątać, trzeba wcześniej zrobić bałagan i żeby docenić to co osiągamy - musimy ponieść jakieś koszty. Niemniej jednak - rozważając koszty zmiany - pamiętajmy o tym, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, czyli że ze wszystkiego można wyciągnąć coś pozytywnego dla siebie. I TAK WŁASNIE JEST!

Brak zmian, których jednak by się bardzo pragnęło - zawsze można doskonale wytłumaczyć. Zawsze są dostępne usprawiedliwienia, które można wyciągać z rękawa, przecież życie toczy się własnym torem, a nam się wydaje, że nie mamy na to żadnego wpływu. Tylko PO CO tak myśleć? Czy to spowoduje, że nasze życie rozkwitnie? 

***Nie możesz kontrolować kierunku wiatru, który wieje - 
na to nie masz wpływu, 
ale zawsze możesz mieć wpływ na to jak ustawisz żagle 
i w jakim kierunku popłyniesz***



Zdjęcie: pixabay.com

sobota, 6 września 2014

GDZIE JA JESTEM?,... Czyli o kreowaniu rzeczywistości...


Pewnie to znasz...

Dopadają mnie takie dni. Mogłabym cały dzień spać, albo leżeć w łóżku i patrzeć w jeden punkt. Nie chce mi się wtedy nikogo widzieć, z nikim rozmawiać. Wiadomości na które czekam nie przychodzą - skrzynka mailowa pusta, telefon milczy. Staram się czymś zająć i na staraniu się kończy. Jednak kładę się do łóżka. Ciekawa książka leży obok, ale nawet nie chce mi się jej wziąć do rąk. Żeby włączyć film, trzeba reanimować ciało i przemieścić się kilka metrów, co okazuje się zbyt dużym wyzwaniem. Płakać nie mam siły, wściekać się też. Może poużalam się nad sobą. OK, to pobudza w końcu kanaliki łzowe. Cytując nie pamiętam kogo "spuszczam w ten sposób ciśnienie". I już czuję, jak przychodzi fala za falą słabość, żal, beznadzieja i złość na siebie, bo przecież jestem beznadziejna, głupia i do tego brzydka i gruba. Poprzestając chwilowo na tym jednak ruszam tyłek, bo poczułam że żołądek zaczął się buntować (on też przeciwko mnie?!) i mocno przyssał się do kręgosłupa... Zakładam buty, bluzę - najlepiej z kapturem i wychodzę po zmroku do sklepu po ulubione lody koktailowe - pudełko pojemności 0,5 litra. Pół litra - chyba nie jest ze mną tak źle, bo mógł być litr... Otóż nie - moje ulubione lody w najbliższym sklepie są tylko w takich pudełkach. Ale zawsze mogę kupić dwa...

Moja RZECZYWISTOŚĆ. Dziś jest taka, wczoraj była zupełnie inna, jutro pewnie też mnie zaskoczy.

SAMA KREUJĘ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ - ogarnia mnie czarnowidztwo, przecież jestem tak beznadziejna, wręcz powiedziałabym żałosna. Nic mi się nie udaje w życiu - NIC!!! 
Robię to na podstawie tego, co dzieje się dziś, wczoraj - w te dni, kiedy jest źle. Nie mam siły a może i ochoty (bo w tym momencie tak jest wygodniej) sięgnąć po to, co było dobre, co mi się udało - żeby ustawić to jako przeciwwagę do negatywnych odczuć...

A rzeczywistość można kreować inaczej - budując ją na tym co było najlepsze - na cudownych uczuciach, miłych emocjach, fantastycznych wydarzeniach, odniesionych sukcesach, pozytywnych doświadczeniach. W ciężkich momentach jest to potężne wyzwanie...

PODEJMIESZ TO WYZWANIE? Kto ma to zrobić jak nie TY? :-)


czwartek, 31 lipca 2014

BYĆ SZCZĘŚLIWYM - czy to stan do osiągnięcia?...

Szczęście jest emocją. Emocja ta jest czymś poruszającym, nawet powiedziałabym głęboko poruszającym. W pozytywnym sensie tego słowa.
Każdy marzy o byciu szczęśliwym. Optymalnie byłoby być szczęśliwym farciarzem, czyli oprócz względnie stałego poczucia radości i spełnienia móc powiedzieć o sobie: "Ja to mam fuksa". (np. "Wygrałem w totka, podzieliłem się z kim miałem i jeszcze mi zostało...").
Jak to z tym szczęściem jest? No to którędy do tego szczęścia? Czy na swoje poczucie szczęścia mam wpływ tylko ja, czy też inni w tym uczestniczą? Jak ono się buduje?

Są momenty w życiu, kiedy czujemy się radośni, pełni energii, bezgranicznej przyjemności (może nawet euforii) i zadowolenia. Czy jest to właściwe szczęście? Nie - raczej chwilowe, choć też wartościowe, bo przynajmniej na moment pozwala się wyrwać z marazmu przygnębiającej, szarej rzeczywistości.

To, nad czym warto popracować to TRWAŁE POCZUCIE SZCZĘŚCIA, na które składa się zadowolenie z życia połączone z pogodą ducha i optymizmem - życie, w który mamy poczucie sensu - wartościowej misji, którą mamy przed sobą i którą sukcesywnie realizujemy. Czy to jest łatwe? W teorii - oczywiście. W praktyce okazuje się, że nie...

Podstawą budowania szczęścia jest uświadomienie sobie, że aby ten stan osiągnąć, musimy zaspokoić mnóstwo różnorodnych potrzeb, bo jeśli w tej kwestii pozostawimy braki - dojść do celu jakim jest szczęście - się nie uda.
Teraz następuje jedna z nielicznych chwil kiedy stwierdzam, że to, czego się nauczyłam w szkole - przekłada się w praktyczny sposób na rzeczywistość. Szkoda, że doszłam do tego wniosku tak późno - gdybym wcześniej przeanalizowała to i otworzyła szerzej oczy - nie miałabym poczucia straconego czasu. Ale cóż - wyciągam konstruktywne wnioski, biję się w piersi, przepraszam szkołę i... idę do przodu - już zgodnie z teorią, która się na rzeczywistość przełożyła. 

Abraham Harold Maslow to pan, któremu już osobiście na tym świecie nie uda mi się podziękować. A on to właśnie ułożył w formie piramidki hierarchię potrzeb do zaspokojenia W DRODZE DO SZCZĘŚCIA.

Podstawą podstaw - można by rzec - jest zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, które stanowią filar całej piramidy. Są to (1) POTRZEBY PODSTAWOWE: np. pożywienie, dach nad głową, zachowanie gatunku. Kiedy one zostają zaspokojone pojawiają się kolejne potrzeby: (2) POTRZEBY STABILIZACJI, czyli zapewnienie sobie i najbliższym bezpieczeństwa, które jest pojmowane jako zabezpieczenie przed utratą dochodów, zdrowia, majątku itp itd a także spokój, protekcja, opieka i wolność od strachu. Potrzeby te (zarówno podstawowe jak i stabilizacji) - są potrzebami niższego rzędu - aby móc rozwijać się dalej - warunkiem koniecznym jest by zostały one w zadowalający sposób zaspokojone. Dopiero ich realizacja pozwala nam przejść do potrzeb wyższego rzędu. A są to (3) POTRZEBA PRZYNALEŻNOŚCI - tzw społeczna: każdy potrzebuje budowania z innymi osobami pozytywnych więzi, relacji, przynależności, jest to także bardzo istotna potrzeba kochania i bycia kochanym. Dopiero realizacja tych potrzeb pozwala nam przejść do następnego etapu w drodze do szczęścia - (4) POTRZEBY SZACUNKU I UZNANIA, czyli wolności, zaufania do siebie, zbudowania poczucia własnej wartości, poczucia swoich kompetencji, odczucia, że jest się poważanym w środowisku w którym się egzystuje. Ostatni etap w drodze do poczucia szczęścia to (5) POTRZEBY SAMOREALIZACJI, czyli harmonii i piękna, wiedzy, zrozumienia, rozwoju talentów i zainteresowań, rozwoju duchowego oraz potwierdzenia własnej wartości

Poczucie szczęścia dostępne jest dla nas wtedy, kiedy jesteśmy w pełni zrealizowani - kiedy wszystkie nasze potrzeby opisane przez Abrahama Maslowa zostają spełnione, zaspokojone. Jeśli nie mamy jeszcze w pełni tego cudownego i upragnionego poczucia - warto zajrzeć wgłąb siebie i przeanalizować po kolei wszystkie etapy osobistej piramidy potrzeb, aby uświadomić sobie w którym miejscu się stanęło i nad czym zacząć w pierwszej kolejności pracować. Warto pamiętać także o tym, iż nie ma takiej możliwości, by efektywnie zaspokoić potrzeby wyższego rzędu, jeśli któreś z tych bardziej podstawowych nie zostały zaspokojone.

BUDOWANIE SZCZĘŚCIA TO CZAS I WYSOKIE SCHODY - NIE JESTEŚ W STANIE PRZESKOCZYĆ CO DRUGIEGO SCHODKA - MUSISZ JE PRZEJŚĆ JEDEN PO DRUGIM... 


Rysunek piramidy potrzeb: www.zarzyccy.pl


czwartek, 24 lipca 2014

CEL, MIERZ, PAL!! - czyli jak nie walnąć kulą w płot...


Ostatnio tak wiele się mówi o celach i ich realizacji. Niestety nie będę oryginalna - ten post jest o CELACH - chciałabym się z Wami podzielić tym, co dla mnie w przypadku ustalania swoich celów i ich realizacji jest NAJWAŻNIEJSZE. To co przekaże oparte jest na moich doświadczeniach: na sukcesach, ale też i porażkach, z których staram się jak najlepiej wyciągać konstruktywne wnioski. Jak wychodzi? Różnie - cóż jestem tylko człowiekiem. Czasami trzeba 3 razy wpaść po kostki w tę samą kałużę, żeby zapamiętać, że władze ciągle nie wyrównały drogi i pogoda ciągle jest płaczliwa, czyli że ONA TAM CAŁY CZAS JEST!!...

Cele zaczynają się zawsze od marzeń - o tym co by się chciało mieć, gdzie by się chciało być, co chciałoby się osiągnąć, w jaki sposób chciałoby się żyć. U mnie przybiera to formę MAPY MARZEŃ, o której już wcześniej wspomniałam. W pracy nad mapą zaczyna się wszystko. Bo żeby cel osiągnąć, nie wystarczy powiedzieć "Mój cel to zbudować dom". Można by rzec: POTRZEBNY JEST PLAN... 


  • Podstawą do założenia celu do realizacji jest przeanalizowanie swojego życia, a dokładnie różnych jego aspektów (finansów, mądrości i wiedzy, miłości, pasji, które rozwijasz, środowiska, pracy zawodowej i kariery, wiedzy, autorytetów, rozwoju duchowego i przede wszystkim swojego własnego JA). To mi zajęło sporo czasu za nim do tego doszłam, że w życiu tak jak i w przyrodzie RÓWNOWAGA musi być zachowana. A jeśli tej równowagi zabraknie (czytaj: w pewnych aspektach życia jest rewelacyjnie, a pewne leżą i czekają na litość), to oznacza, że za chwilę coś "się posypie". Teraz pisząc to uświadamiam sobie, że czasami jak w pewnych, szczególnych momentach czułam się szczęśliwa - starałam się ze wszystkich sił zapamiętać tą chwilę, ponieważ wiedziałam, że za chwilę coś mi się zawali - tak złośliwie odbierałam los...
  • Podczas analizowanie tego jak jest, a jak mogłoby być - do głowy przychodzi mnóstwo pytań, wątpliwości. Warto wówczas ZAUFAĆ SOBIE - swoim odczuciom, swojej intuicji. Może nawet dać sobie trochę czasu na to, żeby tak naprawdę odkryć to, co czuję, czego pragnę i czego potrzebuję. Warto zmierzyć się z takimi tematami w miejscach cichych, może w bliskim kontakcie z przyrodą - pobyć samemu ze sobą i skupić się na odczytywaniu swoich emocji i odpowiedzieć sobie na pytanie - "Co będzie DLA MNIE najlepsze". Pamiętaj o tym, że to TY JESTEŚ KOWALEM  I KRÓLEM SWOJEGO ŻYCIA - nikt inny. Pomocnym narzędziem może okazać się napisanie mini-wypracowania - ale takiego osobistego pt "MÓJ IDEALNY DZIEŃ", w którym warto opisać dokładnie: gdzie jesteś, co robisz, kto jest z Tobą, i przede wszystkim JAK SIĘ Z TYM CZUJESZ. Przelewanie tak szczegółowych wyobrażeń na papier pobudza wyobraźnię, zaczynasz to CZUĆ - bo chodzi właśnie o emocje. To EMOCJE SĄ MOTOREM DO DZIAŁANIA - więc warto pobudzać te najbardziej pozytywne
  • Czy cele, które sobie wyznaczasz do realizacji są NAPRAWDĘ TWOJE? To - wstyd się przyznać - kolejna rzecz, do której docierałam długo. Czy moje cele były moimi celami? Okazuje się, że nie zawsze - tak naprawdę cele, które ustalałam sobie były związane z tym, czego inni oczekują ode mnie. Potrzeba akceptacji może okazać się czasami tak silna, że zatraca się swoje marzenia i pragnienia na rzecz tego czego inni ode mnie oczekują. Realizuję "siebie" tak jak inni chcą - i oczywiście - mam z tego jakąś korzyść - akceptację. Ale czy to jest wszystko czego JA pragnę i potrzebuję? Ustalając sobie cel - ten jedyny i cudownie własny - bo o to przecież chodzi - już wiem, że będę musiała się zmagać z krytyką, obrazą, czasami nawet wyalienowaniem. Jest to bolesne, ale i prawdziwe... Jest to koszt tego, że nie spełniam oczekiwań innych (bo często "oni" wiedzą lepiej, co dla mnie najlepsze jest...)
  • Często cele, które sobie wyznaczamy - wiążą się ze ZMIANĄ. Przecież naszym celem nie jest utrzymanie bieżącego status quo, ale pójście do przodu: OSIĄGNIĘCIE CZEGOŚ WIĘCEJ niż w danej chwili mamy. Każda zmiana to (uwielbiam to określenie) wyjście ze strefy komfortu. Kiedy nasz cel związany jest z ulepszeniem tego co mamy - mogą to być nowe sytuacje, nowi ludzie, nowe wyzwania, które na początku trochę nas przerażają. Ale jeśli cel związany będzie ze ZMIANĄ sesnsu stricte - musimy mieć świadomość, że żeby zbudować coś nowego - prawdopodobnie to coś co do tej pory było twoje, musi się zawalić... Warto sobie zadać pytanie - na ile mam w sobie siłę, aby to przetrwać, ponieważ koszty (szczególnie te emocjonalne) mogą być olbrzymie...
  • Bardzo często wierząc w swoją siłę i swoje możliwości ustalałam sobie całe morze celów. Niektóre zrealizować się udawało, niektóre nie. Często miałam poczucie, że mimo wszystko mogłoby być lepiej. Z perspektywy czasu wiem, że powinnam ustalać sobie JEDEN, KONKRETNY CEL. Koncentracja na jednym celu przynosi zdecydowanie lepsze efekty niż skupianie się na wielu celach, które później zostaną zrealizowane - niekoniecznie z takim efektem o jakim marzyliśmy. Oczywiście O ILE zostaną zrealizowane, ponieważ trudno będzie zrealizować wszystkie...
  • Mam już swój cel. Ten jeden, najważniejszy. Ten, którego realizacja ułatwi mi realizację kolejnych - choćby przez to, że będę silniejsza o poczucie, że umiem, że mogę, że to dla mnie, że czyni mnie to lepszą osobą dla innych. I jest duuuży:-) Przeogromny. Patrząc z boku można by powiedzieć - nierealny. Tylko ten jeden wielki cel jest zwieńczeniem mnóstwa mniejszych kroków, które trzeba wykonać, żeby ten jeden, właściwy cel zrealizować. Więc DZIELĘ CEL NA ETAPY - można powiedzieć, kroki do celu, a czasami i one ulegają podziałowi. Przecież chodzi o to, żeby sobie ułatwiać, a nie się sabotować :)
  • A na koniec coś niemniej ważnego - "podglądaj" osoby, którym się udało zrealizować cel zbliżony do Twojego. Warto o tym rozmawiać z osobami, które tego dokonały, jeśli jest możliwość: pytać, pytać, pytać - i rozwiewać wszelkie wątpliwości. Za jakiś czas - zrealizujesz swój cel. Wtedy będziesz w tej dziedzinie swego rodzaju AUTORYTETEM. Inni będą się Ciebie pytać, jak tego dokonać. I nie raz usłyszysz "PODZIWIAM CIĘ!"
I jeszcze coś (chyba nigdy nie skończę) - moja mała, osobista prośba: nigdy, PRZENIGDY nie mów, że to o czym marzysz, to co może być Twoim celem jest niemożliwe do zrealizowania, bo - jak powiedział mój pierwszy szef - i zawsze to będę pamiętać:

CZŁOWIEK ZA CHWILĘ ZAMIESZKA NA KSIĘŻYCU, A TY MI MÓWISZ, ŻE TO JEST NIEMOŻLIWE? 


Zdjęcie: archiwum własne

niedziela, 20 lipca 2014

LIST DO SIEBIE... ja w przyszłości....

Rok temu - w moje urodziny po raz drugi zostałam zaskoczona listem, który napisałam SAMA DO SIEBIE - rok wcześniej :-) Nie jestem pewna, czy w te urodziny też do mnie coś takiego dotrze - tak to jest jak pamięć jest mocno wybiórcza - ale chwalę sobie takie stany - w końcu mam tyle na głowie, że nie ma sensu "zaśmiecać" sobie głowy drobnostkami...

List do siebie - niby drobnostka, a jednak coś miłego i pozwalającego spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy, może sobie coś przypomnieć, a może zweryfikować?? Piszesz, określasz, kiedy ma do Ciebie dotrzeć, wysyłasz i możesz o nim zapomnieć. A jak wyślesz - nie ma odwrotu :) Już go nie cofniesz, już nie poprawisz, nic nie dopiszesz... No chyba, że przygotujesz nowy list ;-)

Napisz do siebie list - opisz coś, Z CZYM SIĘ, ZMAGASZ, CO CZUJESZ - później spojrzysz na to z innej perspektywy. A może już pisząc to zaczniesz na to spoglądać z boku, co da Ci zupełnie inny pogląd na całą sprawę? Może będzie to pomocne w wyciągnięciu wniosków z tego, co Ci się przytrafiło?

Napisz o tym, CO CHCESZ OSIĄGNĄĆ do tego momentu, kiedy list do Ciebie przyjdzie. Pisz do siebie jak do osoby, która już zrealizowała swoje plany i marzenia, odniosła sukces, poukładała sobie życie. W końcu jesteś osobą aktywną, ambitną i silną. Idziesz do przodu, marzysz, robisz plany i realizujesz je.

Pisz do siebie jak DO OSOBY NAJBLIŻSZEJ - takiej, którą akceptujesz, kochasz i za którą tęsknisz - jak do swojej najlepszej przyjaciółki, najlepszego przyjaciela - osoby, której NIE OCENIASZ, której dajesz pełne prawo do popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Jak do kogoś, w kogo wierzysz, kto jest osobą w Twoich oczach wartościową.
Możliwość napisania takiego listu masz na stronie www.FutureMe.org   PISZ :-)

Zdjęcie: http://moms-secret.hubpages.com/

środa, 9 lipca 2014

MAPA MARZEŃ - od marzeń do planów i...

Moją pierwszą mapę marzeń zrobiłam ponad półtora roku temu. Pod czujnym okiem Grażyny Zmudziejewskiej, która ma niesamowitą intuicję w tej sferze. Od kilku lat sukcesywnie poszerza swoją wiedzę łącząc mapę marzeń jako narzędzie motywacyjne z astrologią, symboliką i feng shui. 

Niektórzy myślą, że przygotować mapę marzeń to szybki temat - jednak okazuje się, że i to powinno być odpowiednio przemyślane i rozplanowane. A do tego przeprowadzone w odpowiednim czasie:-)

Po wszelkich przygotowaniach i zrobieniu mapy (co nie ukrywam - oprócz radości marzenia pobudziło także kreatywność) MOJA pierwsza mapa marzeń zawisła na tablicy nad łóżkiem. Mój mąż wówczas powiedział, że kompletnie jej nie rozumie, bo przecież o co mi w tym chodzi? - pomyślałam sobie "To dobrze, bo to jest MOJA mapa - MOICH marzeń". One nie muszą być widoczne na pierwszy rzut oka - najważniejsze, że mapa jest czytelna dla mnie...

Minęły 2-3 tygodnie a zaczęło się "dziać". Przyszła taka chwila, że miałam ochotę zadzwonić do Grażki i powiedzieć jej "Zatrzymaj to, bo nie nadążam za tym wszystkim!!". Teraz jak o tym myślę, przypominam sobie co mi kiedyś powiedziała:

"Uważaj o czym marzysz, bo się będzie spełniać"

Po półtora roku - jestem w trakcie tworzenia drugiej mapy. Wyciągam wnioski z pierwszej, radzę się mojego Eksperta. I czekam, aż zacznie się dziać :-) Bo BĘDZIE SIĘ DZIAŁO :-)


piątek, 4 lipca 2014

Droga do SUKCESU - czyli jak myślą i co robią ludzie zamożni...

W związku z tym, że (nie ukrywajmy) wyłączyłam myślenie robiąc coś w panelu administracyjnym bloga i skasowałam ostatni post, który - jak zawsze w takich sytuacjach - wydaje mi się, że zawierał naprawdę dużo fajnych informacji - postaram się te informacje przekazać raz jeszcze...

Otóż znalazłam 2 ciekawe artykuły wskazujące różnice w myśleniu i w działaniu pomiędzy osobami majętnymi (określmy to na "bogato" - bogaczami;-) oraz potocznie określanymi jako ubogie lub biedne. Wyciągając z tego to, co najcenniejsze napiszę Wam, jakim myśleniem charakteryzują się ludzie bogaci. Co myślą, co robią i jak robią. Jest to cenna wiedza, bo każdy z nas dąży do tego, by COŚ W ŻYCIU OSIĄGNĄĆ. Niezależnie czym to COŚ konkretnie jest. Ta wiedza może być w tym pomocna:-)

Statystycznie rzecz ujmując - pośród ludzi bogatych:
  • 62% skupia się na swoich CELACH każdego dnia
  • 81% codziennie ma LISTĘ ZADAŃ DO ZROBIENIA
  • 67% nie ogląda w ogóle TV, a jeśli ogląda to nie więcej jak 1 godzinę dziennie
  • 86% uwielbia CZYTAĆ - ale niekoniecznie dla rozrywki
  • 63% regularnie słucha AUDIOBOOK'ów
  • 81% poświęca się swojej PRACY do tego stopnia, że robią więcej niż można by od nich oczekiwać
  • 77% nie liczy na główną wygraną w jakiejkolwiek LOTERII
  • 62% dba o swój UŚMIECH - w przenośni i dosłownie :-)
  • 52% bogaczy wierzy, że to NAWYKI mają znaczący wpływ na ich życie
  • 87% nadal wierzy w tzw. "AMERCIAN DREAM"
  • 88% z nich ceni BUDOWANIE RELACJI z ludźmi, bo wiedzą, że to właśnie relacje pozwalają na rozwój zawodowy i osobisty
  • 68% uwielbia spotykać i POZNAWAĆ NOWYCH LUDZI
  • 90% wierzy, że to OD NICH zależy, jak potoczy się ich życie
  • 57% dba o KONDYCJĘ FIZYCZNĄ: uprawia sporty i odżywia się zdrowo
  • 75% uważa, że w osiągnięciu sukcesu KREATYWNOŚĆ jest ważniejsza od inteligencji
  • 85% z nich uwielbia swoją pracę - jest ona dla nich PASJĄ
  • także 85% wierzy, że ich ZDROWIE ma znaczący wkład w sukcesie, który odnoszą
  • 63% potwierdza, że PODEJMOWANIE RYZYKA jest istotne w drodze do sukcesu
Wobec powyższych ja już wiem co powinnam robić, żeby łatwiej piąć się "w górę" ;-) Co Ty z tego dla siebie wyniesiesz? Jestem ciekawa, czy zmobilizuje to Was do jakichś chociaż małych zmian w myśleniu i postępowaniu. Wasze komentarze w tym temacie są miele widziane - podzielcie się swoimi przemyśleniami w tym temacie:-)

Na podstawie artykułów z www.businessinsider.com i www.entrepreneur.com


środa, 25 czerwca 2014

SŁOWA... Czyli kilka ich o nich...

Wyobraź sobie, że budzisz się rano i pierwsze co widzisz to uśmiech na twarzy bliskiej Ci osoby i słyszysz "Dziś będziesz mieć naprawdę wyjątkowy dzień". Patrząc w lustro mówisz do siebie "Dzisiejszy dzień przyniesie mi coś naprawdę pozytywnego". Czujesz w sobie siłę i nawet jeśli nie nałożyłaś makijażu - wiesz, że jesteś piękna i jedyna w swoim rodzaju.
Wchodzisz do pracy, a tam witana jesteś uśmiechem i słowami: "Dzień dobry! Jak się dziś czujesz?". Odbierasz telefon, który się już niecierpliwy i słyszysz "Witam - jak dobrze Panią słyszeć..." Po intensywnym dniu biegnąc do samochodu (bo wiesz, że już prawie jesteś spóźniona po dzieci do szkoły) - w korytarzu mijasz się z szefem, który na pożegnanie mówi Ci "Odwaliła Pani dziś kawał dobrej roboty - dziękuję". Jesteś zmęczona, ALE...

No właśnie - CO CZUJESZ?

Przecież nie stało się nic "wielkiego". Nikt nie przysłał Ci olbrzymiego koszta róż, a szef nie czeka na Ciebie z informacją o premii albo o podwyżce. Poranną kawę musiałaś sobie zrobić sama - co więcej - tak jak co dzień musiałaś zadbać o dzieci, czyli maluchy, faceta i psa... Twoja praca (PRACA) rozpoczęła się jeszcze w domu, bo ktoś wcześnie rano potrzebował Twojego wsparcia w rozwiązaniu problemu....

MAGIA?? Nie:-) SŁOWA!! :)

Pamiętaj, że to w jaki sposób się komunikujesz kreuje świat dookoła Ciebie. To, w jaki sposób rozmawiasz z ludźmi może wywierać na nich mniejszy lub większy wpływ, więc jeśli masz możliwość świadomego wyboru - dlaczego nie ułatwiać sobie i innym życia?

Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmu o potędze słów. Zachęcam Was do przyłożenia uwagi do tego CO i W JAKI SPOSÓB mówicie i piszecie - bo to także niesie ze sobą emocje i często... DZIAŁANIE.

Pamiętajcie o WAŻNYCH SŁOWACH:
  • PROSZĘ, DZIĘKUJĘ, PRZEPRASZAM - to żaden wstyd, a Babcie będą z nas dumne;-) W końcu to one opowiadały nam bajkę o trzech dziewczynkach o tych imionach
  • DZIĘKUJĘ, ŻE JESTEŚ - jest to najpiękniejsze podziękowanie i dowartościowanie osób, które przy nas są i zawsze nas wspierają
  • KOCHAM CIĘ - nawet kiedy kochasz, a tego nie słyszysz, masz wrażenie, że ta miłość jest "niepełna", niech ona żyje pełnią sił. A jeśli się z kimś kłócisz (np z szefem, którego wcale kochać nie musisz;-) i zupełnie nagle wypowiesz te słowa - gwarantuje, że ciśnienie mocno puści i wszystko zakończy się pomyślnie i z uśmiechem
  • ZALEŻY MI NA TOBIE - werbalizuj to - nieraz ludzie tego nie czują, a jak mają poczucie, że są dla Ciebie ważni - zmienia to diametralnie ich postawę i samopoczucie
  • JESTEŚ SILNY/SILNA - pomoże to podbudować poczucie własnej wartości. Jest to docenienie wewnętrznej mocy lub/i zewnętrznej siły człowieka - każdy tego potrzebuje...
  • WYBACZ MI - bo każdy popełnia błędy. A ja z tego wyciągnę wnioski na przyszłość...
  • SUPER! BARDZO DOBRZE! - wzmacniaj pozytywnie nawet małe sukcesy innych (szczególnie dzieci). Proste słowa, a mogą naprawdę dodać skrzydeł i motywować do dalszej pracy
  • ŚWIETNA ROBOTA - o tym nigdy nie zapominaj. Doceniaj - inni doceniać Ciebie też będą :-)
  • GENIALNY POMYSŁ/JESTEŚ GENIALNA/Y - czy wiesz jak to pobudza dalszą kreatywność? Jeśli nie - przetestuj :)
  • PIĘKNIE DZIŚ WYGLĄDASZ - zdecydowanie poprawia dzień i samopoczucie. Kiedy to usłyszysz - nawet nie przygniotą Cie worki pod oczami, które, wiesz, że dziś właśnie masz...
  • TY TO MASZ SZCZĘŚCIE! - niektórzy powiedzą, że to nie kwestia szczęścia, ale ciężkiej pracy. Ale czym jest ciężka praca bez odrobiny szczęścia?
  • WSZYSTKO MA SWOJE POZYTYWNE ASPEKTY - pamiętaj i przypominaj innym, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, a nie pusta. Nic nie dzieje się wbrew nam, ale DLA NAS. Czasami tylko musimy wyciągać wnioski...
A wszystko to niesie ze sobą SZACUNEK do drugiego człowieka. Jeśli szanujesz ludzi - oni Ciebie szanować też będą. Ale zaczynaj zawsze od SIEBIE. Żeby szanować innych - musisz najpierw SZANOWAĆ SIEBIE.