Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą JA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 września 2014

GDZIE JA JESTEM?,... Czyli o kreowaniu rzeczywistości...


Pewnie to znasz...

Dopadają mnie takie dni. Mogłabym cały dzień spać, albo leżeć w łóżku i patrzeć w jeden punkt. Nie chce mi się wtedy nikogo widzieć, z nikim rozmawiać. Wiadomości na które czekam nie przychodzą - skrzynka mailowa pusta, telefon milczy. Staram się czymś zająć i na staraniu się kończy. Jednak kładę się do łóżka. Ciekawa książka leży obok, ale nawet nie chce mi się jej wziąć do rąk. Żeby włączyć film, trzeba reanimować ciało i przemieścić się kilka metrów, co okazuje się zbyt dużym wyzwaniem. Płakać nie mam siły, wściekać się też. Może poużalam się nad sobą. OK, to pobudza w końcu kanaliki łzowe. Cytując nie pamiętam kogo "spuszczam w ten sposób ciśnienie". I już czuję, jak przychodzi fala za falą słabość, żal, beznadzieja i złość na siebie, bo przecież jestem beznadziejna, głupia i do tego brzydka i gruba. Poprzestając chwilowo na tym jednak ruszam tyłek, bo poczułam że żołądek zaczął się buntować (on też przeciwko mnie?!) i mocno przyssał się do kręgosłupa... Zakładam buty, bluzę - najlepiej z kapturem i wychodzę po zmroku do sklepu po ulubione lody koktailowe - pudełko pojemności 0,5 litra. Pół litra - chyba nie jest ze mną tak źle, bo mógł być litr... Otóż nie - moje ulubione lody w najbliższym sklepie są tylko w takich pudełkach. Ale zawsze mogę kupić dwa...

Moja RZECZYWISTOŚĆ. Dziś jest taka, wczoraj była zupełnie inna, jutro pewnie też mnie zaskoczy.

SAMA KREUJĘ SWOJĄ RZECZYWISTOŚĆ - ogarnia mnie czarnowidztwo, przecież jestem tak beznadziejna, wręcz powiedziałabym żałosna. Nic mi się nie udaje w życiu - NIC!!! 
Robię to na podstawie tego, co dzieje się dziś, wczoraj - w te dni, kiedy jest źle. Nie mam siły a może i ochoty (bo w tym momencie tak jest wygodniej) sięgnąć po to, co było dobre, co mi się udało - żeby ustawić to jako przeciwwagę do negatywnych odczuć...

A rzeczywistość można kreować inaczej - budując ją na tym co było najlepsze - na cudownych uczuciach, miłych emocjach, fantastycznych wydarzeniach, odniesionych sukcesach, pozytywnych doświadczeniach. W ciężkich momentach jest to potężne wyzwanie...

PODEJMIESZ TO WYZWANIE? Kto ma to zrobić jak nie TY? :-)


niedziela, 31 sierpnia 2014

NIEZALEŻNOŚĆ - dobra ona czy zła?...


NIEZALEŻNOŚĆ - bardzo modne obecnie słowo, oraz to co cenię bardzo, bardzo, BARDZO. Coś, bez czego nie wyobrażam sobie swojego życia, mimo że mam świadomość, iż czasami poczucie mojej własnej niezależności jest tylko iluzją, bo nawet jak mam wrażenie, że niezależna jestem - może to być tylko wyobrażenie współtworzone przez innych, którzy mniej lub bardziej świadomie wpływają na moje życie - niestety? A może i stety?... Więc jak określić to, co dla mnie jest TYM WŁAŚNIE CZEGO PRAGNĘ?

Co mi daje poczucie "niezależności" (chyba już zawsze tego słowa powinnam używać z cudzysłowiem)? To jest dobre pytanie... Z jednej strony jest chęć granicząca z histeryczną potrzebą bycia w pełni samodzielną, a z drugiej strony rozpaczliwa potrzeba bycia "zaopiekowaną". Zawiła kobieca logika, a może i jej brak... No bo JAK?

NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA - cenna? Pewnie i tak, jak każda z nich niejako. Teoretycznie, kiedy nie ma ograniczeń finansowych - można wszystko. Można wszystko - kupić... Czy wszystko? Wątpliwe - nie można kupić przecież uczucia... Brak niezależności finansowej boli. Boli dumę i godność jeśli się takowe posiada. Ale może też być wyrafinowanym sposobem na życie... Zależność finansowa pewnie jest łatwiejsza do przełknięcia w przypadku, kiedy jest tymczasowym bezwarunkowym wsparciem. Tylko ile osób wokół nas jest w stanie wesprzeć nas finansowo nie oczekując niczego w zamian? Niczego więcej poza przeświadczeniem, że "Jak ja będę w potrzebie - wtedy jak będziesz mógł - ty mi pomożesz"...

NIEZALEŻNOŚĆ EMOCJONALNA - nie być zależnym od uczuć, od emocji - to smutek, to samotność. I to niemożliwe. Można być twardym, nieugiętym, bezlitosnym - pytanie - Czy na pewno? Może jednak jest to maska, która skrzętnie przykrywa głębokie rany? Może to strach, przed pokazaniem swojego prawdziwego JA? Nie można przecież być kompletnie niezależnym od uczuć i emocji. Można próbować się uniezależnić od pewnych emocji, ale czy warto? Chciałabym się uniezależnić od negatywnych emocji - umieć tak do końca się od nich odciąć, nie dawać się wkręcać w spirale negatywnych odczuć i pozwolić się ponosić tylko temu, co daje poczucie ciepła w sercu... To byłoby piękne, ale jak zawsze jest ALE... Czyż nie istnieje ryzyko, że mój instynkt samozachowawczy zostałby uśpiony?... A co potem?....

NIEZALEŻNOŚĆ FIZYCZNA - w pędzie życia chyba tego w ogóle nie doceniamy. Czasami widząc chore i/lub niepełnosprawne dzieci zatrzymujemy się z refleksją i podziękowaniem Bogu, że nasze dzieci są zdrowe. Nie doceniamy tego, że możemy się sprawnie poruszać, że bez problemu ugotujemy obiad, że pobiegniemy szybko po zakupy jeśli jest taka potrzeba. Jeździmy na rowerze, wyskakujemy z tramwaju, skaczemy na bungy. I zdarza się, że przychodzi taki moment, że ciało zawiedzie, czego później musimy ponosić konsekwencje. Niezależność fizyczna znika w pewnym stopniu i niestety jesteśmy zdani na innych, bo sami nie jesteśmy w stanie nawet drzwi otworzyć...

Ostatnio usłyszałam słowa, które dały mi dużo do myślenia: "Masz nóżki i rączki energetycznie powiązane - jak marionetka, tak na sznureczkach". Efekty są teraz widoczne w postaci znacznego uzależnienia. Fizycznego, bolesnego - także "mentalnie". Czyli moja niezależność istnieje już tylko w teorii. Teraz jej braku doświadczam... Nie jest to coś czego potrzebuję, czego pragnę, czego chce? I pojawia się następny podsunięty temat do przemyśleń: "Może dlatego ludzie łączą się w pary?...."

Zdjęcie z indulgy.com

poniedziałek, 28 lipca 2014

Abecadło MOJEGO JA, czyli jak i z czym czuję się lepiej...

A miałam pisać o szczęściu... Nie wyszło... Nie dziś przynajmniej. Ale przy okazji  szczęścia, które dla mnie jest czymś naprawdę poważnym, wielkim i niemal nie-do-osiągnięcia stanem - rozpisałam sobie mapę - a w zasadzie moje małe prywatne abecadło rzeczy, które powodują, że czuję się lepiej. JA się czuję lepiej - inni może też, choć pewnie nie wszyscy - zawsze są na świecie ludzie, którym wydaje się, że lepiej od nas wiedzą, co jest dla nas dobre - chwała im za dobre chęci i za dbałość o nas ;-)

I oto spisałam abecadło. Mam poczucie olbrzymiego niedosytu - za mało literek... więc chyba jednak popełnię w najbliższym czasie post o szczęściu - bo to tutaj - to namiastka tego, co pozwala mi się lepiej czuć: 
Analizuj siebie i swoje emocje - to praca nad sobą, która zawsze daje wymierne efekty w perspektywie czasu

Bądź czułym rodzicem dla Dziecka, które mieszka w Tobie - ono potrzebuje miłości i zadbania
Czytaj książki - książki to źródło wiedzy, ale też spokoju i ucieczki od czasami męczącej rzeczywistości

Dawaj i nie oczekuj nic w zamian - nie wszyscy to docenią, ale jak ktoś to zauważy i się odwdzięczy - poczujesz ogromny sens tego co robisz
Egoistycznie zadbaj o siebie - dopiero jak zadbasz o siebie będziesz w stanie właściwie zadbać o innych
Filtruj informacje - Twoja pamięć ma ograniczoną pojemność, więc pamiętaj to, co naprawdę istotne
Graj w gry logiczne - to świetna gimnastyka dla mózgu, a on potrzebuje aktywności tak samo jak ciało
Hoduj kwiaty i dbaj o nie, rozmawiaj z nimi - nauczysz się cierpliwości - nawet jeśli to miałby być kaktus - to też roślina, która potrafi być wdzięczna
Interpretuj, ale tylko w pozytywny sposób - pamiętaj, że szklanka jest zawsze do połowy pełna
Jedz zdrowo - ciało Ci za to podziękuje
Kochaj ludzi - może też Cię pokochają; kochaj zwierzęta - ich miłość potrafi być bezwarunkowa
Leniuchuj od czasu do czasu - praca pracą, ale czasami trzeba bezkarnie odpocząć
Łam zasady i schematy w których się źle czujesz - jednak zawsze w dobrej wierze
Módl się - niezależnie od tego kim jest Twój Bóg - rozmowa z nim dodaje sił
Nagradzaj się za swoje osiągnięcia i te drobne i te duże - to pobudzi dalszą automotywację
Otaczaj się pozytywnymi ludźmi - to pozwoli Ci rozwijać skrzydła i iść do przodu
Przytulaj się do starych drzew - one dają energię
Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj - dzięki temu unikniesz wielu nieporozumień
Szanuj innych - oni też Cię szanować będą. no przynajmniej powinni...
Tańcz kiedy tylko masz możliwość - taniec uwalnia endorfiny i pozwala zapomnieć choć na chwilę o troskach dnia codziennego
Uśmiechaj się - ludzie inaczej podchodzą do osób pozytywnych
Walcz o swoją niezależność - nie pozwól by inni decydowali o Twoim życiu, bo oni go za Ciebie nie przeżyją
Zachwycaj i ciesz się najmniejszymi pozytywnymi rzeczami - dzięki temu życie będziesz postrzegać jako łatwiejsze

czwartek, 24 lipca 2014

CEL, MIERZ, PAL!! - czyli jak nie walnąć kulą w płot...


Ostatnio tak wiele się mówi o celach i ich realizacji. Niestety nie będę oryginalna - ten post jest o CELACH - chciałabym się z Wami podzielić tym, co dla mnie w przypadku ustalania swoich celów i ich realizacji jest NAJWAŻNIEJSZE. To co przekaże oparte jest na moich doświadczeniach: na sukcesach, ale też i porażkach, z których staram się jak najlepiej wyciągać konstruktywne wnioski. Jak wychodzi? Różnie - cóż jestem tylko człowiekiem. Czasami trzeba 3 razy wpaść po kostki w tę samą kałużę, żeby zapamiętać, że władze ciągle nie wyrównały drogi i pogoda ciągle jest płaczliwa, czyli że ONA TAM CAŁY CZAS JEST!!...

Cele zaczynają się zawsze od marzeń - o tym co by się chciało mieć, gdzie by się chciało być, co chciałoby się osiągnąć, w jaki sposób chciałoby się żyć. U mnie przybiera to formę MAPY MARZEŃ, o której już wcześniej wspomniałam. W pracy nad mapą zaczyna się wszystko. Bo żeby cel osiągnąć, nie wystarczy powiedzieć "Mój cel to zbudować dom". Można by rzec: POTRZEBNY JEST PLAN... 


  • Podstawą do założenia celu do realizacji jest przeanalizowanie swojego życia, a dokładnie różnych jego aspektów (finansów, mądrości i wiedzy, miłości, pasji, które rozwijasz, środowiska, pracy zawodowej i kariery, wiedzy, autorytetów, rozwoju duchowego i przede wszystkim swojego własnego JA). To mi zajęło sporo czasu za nim do tego doszłam, że w życiu tak jak i w przyrodzie RÓWNOWAGA musi być zachowana. A jeśli tej równowagi zabraknie (czytaj: w pewnych aspektach życia jest rewelacyjnie, a pewne leżą i czekają na litość), to oznacza, że za chwilę coś "się posypie". Teraz pisząc to uświadamiam sobie, że czasami jak w pewnych, szczególnych momentach czułam się szczęśliwa - starałam się ze wszystkich sił zapamiętać tą chwilę, ponieważ wiedziałam, że za chwilę coś mi się zawali - tak złośliwie odbierałam los...
  • Podczas analizowanie tego jak jest, a jak mogłoby być - do głowy przychodzi mnóstwo pytań, wątpliwości. Warto wówczas ZAUFAĆ SOBIE - swoim odczuciom, swojej intuicji. Może nawet dać sobie trochę czasu na to, żeby tak naprawdę odkryć to, co czuję, czego pragnę i czego potrzebuję. Warto zmierzyć się z takimi tematami w miejscach cichych, może w bliskim kontakcie z przyrodą - pobyć samemu ze sobą i skupić się na odczytywaniu swoich emocji i odpowiedzieć sobie na pytanie - "Co będzie DLA MNIE najlepsze". Pamiętaj o tym, że to TY JESTEŚ KOWALEM  I KRÓLEM SWOJEGO ŻYCIA - nikt inny. Pomocnym narzędziem może okazać się napisanie mini-wypracowania - ale takiego osobistego pt "MÓJ IDEALNY DZIEŃ", w którym warto opisać dokładnie: gdzie jesteś, co robisz, kto jest z Tobą, i przede wszystkim JAK SIĘ Z TYM CZUJESZ. Przelewanie tak szczegółowych wyobrażeń na papier pobudza wyobraźnię, zaczynasz to CZUĆ - bo chodzi właśnie o emocje. To EMOCJE SĄ MOTOREM DO DZIAŁANIA - więc warto pobudzać te najbardziej pozytywne
  • Czy cele, które sobie wyznaczasz do realizacji są NAPRAWDĘ TWOJE? To - wstyd się przyznać - kolejna rzecz, do której docierałam długo. Czy moje cele były moimi celami? Okazuje się, że nie zawsze - tak naprawdę cele, które ustalałam sobie były związane z tym, czego inni oczekują ode mnie. Potrzeba akceptacji może okazać się czasami tak silna, że zatraca się swoje marzenia i pragnienia na rzecz tego czego inni ode mnie oczekują. Realizuję "siebie" tak jak inni chcą - i oczywiście - mam z tego jakąś korzyść - akceptację. Ale czy to jest wszystko czego JA pragnę i potrzebuję? Ustalając sobie cel - ten jedyny i cudownie własny - bo o to przecież chodzi - już wiem, że będę musiała się zmagać z krytyką, obrazą, czasami nawet wyalienowaniem. Jest to bolesne, ale i prawdziwe... Jest to koszt tego, że nie spełniam oczekiwań innych (bo często "oni" wiedzą lepiej, co dla mnie najlepsze jest...)
  • Często cele, które sobie wyznaczamy - wiążą się ze ZMIANĄ. Przecież naszym celem nie jest utrzymanie bieżącego status quo, ale pójście do przodu: OSIĄGNIĘCIE CZEGOŚ WIĘCEJ niż w danej chwili mamy. Każda zmiana to (uwielbiam to określenie) wyjście ze strefy komfortu. Kiedy nasz cel związany jest z ulepszeniem tego co mamy - mogą to być nowe sytuacje, nowi ludzie, nowe wyzwania, które na początku trochę nas przerażają. Ale jeśli cel związany będzie ze ZMIANĄ sesnsu stricte - musimy mieć świadomość, że żeby zbudować coś nowego - prawdopodobnie to coś co do tej pory było twoje, musi się zawalić... Warto sobie zadać pytanie - na ile mam w sobie siłę, aby to przetrwać, ponieważ koszty (szczególnie te emocjonalne) mogą być olbrzymie...
  • Bardzo często wierząc w swoją siłę i swoje możliwości ustalałam sobie całe morze celów. Niektóre zrealizować się udawało, niektóre nie. Często miałam poczucie, że mimo wszystko mogłoby być lepiej. Z perspektywy czasu wiem, że powinnam ustalać sobie JEDEN, KONKRETNY CEL. Koncentracja na jednym celu przynosi zdecydowanie lepsze efekty niż skupianie się na wielu celach, które później zostaną zrealizowane - niekoniecznie z takim efektem o jakim marzyliśmy. Oczywiście O ILE zostaną zrealizowane, ponieważ trudno będzie zrealizować wszystkie...
  • Mam już swój cel. Ten jeden, najważniejszy. Ten, którego realizacja ułatwi mi realizację kolejnych - choćby przez to, że będę silniejsza o poczucie, że umiem, że mogę, że to dla mnie, że czyni mnie to lepszą osobą dla innych. I jest duuuży:-) Przeogromny. Patrząc z boku można by powiedzieć - nierealny. Tylko ten jeden wielki cel jest zwieńczeniem mnóstwa mniejszych kroków, które trzeba wykonać, żeby ten jeden, właściwy cel zrealizować. Więc DZIELĘ CEL NA ETAPY - można powiedzieć, kroki do celu, a czasami i one ulegają podziałowi. Przecież chodzi o to, żeby sobie ułatwiać, a nie się sabotować :)
  • A na koniec coś niemniej ważnego - "podglądaj" osoby, którym się udało zrealizować cel zbliżony do Twojego. Warto o tym rozmawiać z osobami, które tego dokonały, jeśli jest możliwość: pytać, pytać, pytać - i rozwiewać wszelkie wątpliwości. Za jakiś czas - zrealizujesz swój cel. Wtedy będziesz w tej dziedzinie swego rodzaju AUTORYTETEM. Inni będą się Ciebie pytać, jak tego dokonać. I nie raz usłyszysz "PODZIWIAM CIĘ!"
I jeszcze coś (chyba nigdy nie skończę) - moja mała, osobista prośba: nigdy, PRZENIGDY nie mów, że to o czym marzysz, to co może być Twoim celem jest niemożliwe do zrealizowania, bo - jak powiedział mój pierwszy szef - i zawsze to będę pamiętać:

CZŁOWIEK ZA CHWILĘ ZAMIESZKA NA KSIĘŻYCU, A TY MI MÓWISZ, ŻE TO JEST NIEMOŻLIWE? 


Zdjęcie: archiwum własne

niedziela, 20 lipca 2014

LIST DO SIEBIE... ja w przyszłości....

Rok temu - w moje urodziny po raz drugi zostałam zaskoczona listem, który napisałam SAMA DO SIEBIE - rok wcześniej :-) Nie jestem pewna, czy w te urodziny też do mnie coś takiego dotrze - tak to jest jak pamięć jest mocno wybiórcza - ale chwalę sobie takie stany - w końcu mam tyle na głowie, że nie ma sensu "zaśmiecać" sobie głowy drobnostkami...

List do siebie - niby drobnostka, a jednak coś miłego i pozwalającego spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy, może sobie coś przypomnieć, a może zweryfikować?? Piszesz, określasz, kiedy ma do Ciebie dotrzeć, wysyłasz i możesz o nim zapomnieć. A jak wyślesz - nie ma odwrotu :) Już go nie cofniesz, już nie poprawisz, nic nie dopiszesz... No chyba, że przygotujesz nowy list ;-)

Napisz do siebie list - opisz coś, Z CZYM SIĘ, ZMAGASZ, CO CZUJESZ - później spojrzysz na to z innej perspektywy. A może już pisząc to zaczniesz na to spoglądać z boku, co da Ci zupełnie inny pogląd na całą sprawę? Może będzie to pomocne w wyciągnięciu wniosków z tego, co Ci się przytrafiło?

Napisz o tym, CO CHCESZ OSIĄGNĄĆ do tego momentu, kiedy list do Ciebie przyjdzie. Pisz do siebie jak do osoby, która już zrealizowała swoje plany i marzenia, odniosła sukces, poukładała sobie życie. W końcu jesteś osobą aktywną, ambitną i silną. Idziesz do przodu, marzysz, robisz plany i realizujesz je.

Pisz do siebie jak DO OSOBY NAJBLIŻSZEJ - takiej, którą akceptujesz, kochasz i za którą tęsknisz - jak do swojej najlepszej przyjaciółki, najlepszego przyjaciela - osoby, której NIE OCENIASZ, której dajesz pełne prawo do popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. Jak do kogoś, w kogo wierzysz, kto jest osobą w Twoich oczach wartościową.
Możliwość napisania takiego listu masz na stronie www.FutureMe.org   PISZ :-)

Zdjęcie: http://moms-secret.hubpages.com/

poniedziałek, 7 lipca 2014

ZMIANA - cz. 1 mojej historii - ŚWIADOMOŚĆ...

Chyba dojrzałam wreszcie, żeby zacząć dzielić się historią moich osobistych ZMIAN, których dokonałam w swoim życiu. Tak naprawdę zmiana to nie jest czarodziejska różdżka, którą zrobisz "pyk" i już jest pięknie... Zmiana to PROCES, który jest rozciągnięty w czasie - zapewne dlatego, że każda zmiana - niezależnie od tego w jakiej sferze życia jej dokonasz - ma olbrzymi wpływ na pozostałe sfery, co przekłada się na żmudne układanie mocno rozsypanych puzzli własnego, osobistego JA.

Zawsze miałam w sobie takie dziwne poczucie, że stojąc w miejscu - cofam się. Życie, które prowadziłam było aktywne - zawsze coś się działo, niezależnie od tego, czy w życiu zawodowym, czy osobistym. A doba miała nadal 24 godziny, które nie były już nawet absolutnym minimum na to by "żyć" - tak - to mi dawało niesamowitą energię :-) Z kolei jak nic się nie działo - miałam wrażenie, że zaczyna się stagnacja, co z kolei zaczynało mnie bardzo "uwierać" - czułam to jako swoisty dyskomfort.

Rozpoczęłam naukę - dodatkowe studium, o którym myślałam już dużo, dużo wcześniej, ale zawsze kończyło się na tym, że nie było czasu a i z finansami tak różnie bywało. No więc ZACZĘŁAM. Znaczna część programu na studium oparta była na podstawach psychologii związanych z rozwojem osobistym. I wtedy właśnie rozpoczęła się MOJA DROGA :)

Z perspektywy czasu już teraz wiem, że podstawą do rozwoju i wdrażania zmian jest ŚWIADOMOŚĆ:

  • tego CO się ze mną (albo dookoła) dzieje
  • DLACZEGO się tak dzieje, a nie inaczej
  • jak się z tym CZUJĘ, a jak chciałabym się czuć
  • co musiałoby się stać, żebym się czuła tak dobrze, jak tego potrzebuję
  • co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby się czuć tak jak chcę
  • jakie mogą być EFEKTY (a trzeba rozważyć te pozytywne i ewentualne negatywne) tego, co mogłabym zrobić
To czego się nauczyłam i co jest dla mnie bardzo, ale to BARDZO cenne to:
  • NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA - mimo czarnowidztwa, które czasami uprawiam. Jak znaleźć to wyjście? Nauczyłam się patrzeć na daną sytuację "z boku" - już sama świadomość, że istnieje taka opcja jak spojrzenie z innej strony - może podnosić na duchu. Tkwiąc pośród rozpaczy, depresji, załamania - przeżywamy silne emocje, a emocje potrafią czasami znacząco zniekształcać rzeczywistość i być tragicznym w skutkach doradcą. To nie jest tak, że w trudnym momencie zaczynam patrzeć na wszystko z boku - może Bruce Wszechmogący by tak potrafił, ale nie ja... Ale teraz wiem, że muszę tą ciężką chwilę przetrwać, a jak się uspokoję - spojrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy... Muszę dać sobie czas...
  • NIE JESTEM SAMA - były momenty, że trudno byłoby mi w to uwierzyć. Jak mam doła, to się czuje sama... Ale analizując wszystkie takie sytuacje, które mnie doświadczyły ZAWSZE JEST KTOŚ, kto wykaże choćby minimum zainteresowania naszą osobą - niezależnie od tego, czy jesteśmy na szczycie świata, czy depresji. Przydałoby się, żeby w tej drugiej sytuacji było więcej, ale stójmy na ziemi... Aha - UWAGA!!! UWAGA!!!! Unikamy osób, które nam mówią, co mamy zrobić... One nie będą za nas ponosić konsekwencji tych działań...
  • MAM PRAWO CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWĄ - jak każdy zresztą. Tak długo zaniedbywałam to swoje niezbywalne prawo, że zapomniałam już o jego istnieniu... Na szczęście teraz już mam świadomość, że dopiero jak ja będę szczęśliwa - te osoby, które są dla mnie najważniejsze w życiu (I JA DLA NICH TEŻ - bo to w tej układance jest bardzo istotne) będą się czuć zdecydowanie lepiej. A wtedy mi znowu będzie lepiej. Oto mój wniosek: zadbanie o swoje poczucie szczęścia to takie perpetum mobile ;)
  • MAM PRAWO DO SAMOREALIZACJI - to element poczucia szczęścia. Źródłem niesamowitej samorealizacji może być pasja, może być praca - jeśli udaje się połączyć pracę z pasją to jest idealna sytuacja - robisz to co kochasz i jeszcze Ci za to płacą :) Ale samorealizacja to też drobniejsze przyjemności - coś co robisz, bo masz ochotę, coś co kiedyś było wielkim marzeniem - teraz już może zeszło na dalszy plan - ale udało się to zrealizować. Realizując się - dbam o siebie, więc... dorzucam sobie kolejny element do koszyczka "moje osobiste poczucie szczęścia"
  • Egoizm ma nie tylko negatywny wymiar - niektórzy coś takiego jak ZADBANIE O SIEBIE określiliby jako egoizm - szczególnie u pokolenia "wstecz" jest to bardzo popularne. Moja Mama jest na to doskonałym przykładem. Dba o wszystko i o wszystkich. ZAWSZE. Ale nigdy o siebie... I bardzo trudno jest jej zrozumieć, że musi zadbać o siebie, żeby mieć w perspektywie czasu siłę i możliwość dbania o innych. Przykład Matki Teresy z Kalkuty, która najpierw musiała pomyśleć o sobie, by później móc poświęcać się potrzebującym - wystarcza tylko na chwilę... A próba zadbania o Mamusię - jak na razie - bawi ją niemiłosiernie ;)
Od tego zaczęło się ogarnianie "mojego osobistego chaosu", czyli PROCES ZMIAN...


piątek, 27 czerwca 2014

LUSTRO, czyli przejrzyj się we mnie...

Zastanawiasz się, jak to jest, że różnych ludzi traktuję w różny sposób. Ale chyba nie jest to nic dziwnego, ponieważ ludziom daję to, co sama od nich otrzymuję - szanuję tych, którzy traktują mnie z poszanowaniem mojej osoby, daję miłość tym, od których mam ciepło, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Staram się być zawsze, kiedy jestem potrzebna - szczególnie dla osób, na które mogę liczyć.

Potrafię być wredna - tak naprawdę do tego stopnia wstrętna, że sama siebie za to nienawidzę. Ale ta wredna JA wychodzi ze mnie dopiero wtedy, jak trafię na kogoś, kto taki właśnie jest dla mnie. Nie chcę być źle traktowana, nie chcę być raniona - NIKT TEGO NIE CHCE. Muszę się przecież jakoś bronić!

****JESTEM LUSTREM - ZOBACZ SIEBIE W TYM JAKA JESTEM****

Potrafię być "jedyna w swoim rodzaju" - ale dla tych, którzy są dla mnie wyjątkowi. Potrafię być lojalna, ufna, ciepła, taka do serca - dopóki to nie zacznie być wykorzystywane przeciwko mnie, albo w czyimś innym interesie. Mam swoją dumę, mam też swoje wewnętrzne przekonanie, że także i prawo do tego, żeby nie pozwalać traktować się w ten sposób, ponieważ TO BOLI, a ja najnormalniej na świecie mam tego bólu DOŚĆ.

Nie jestem wyjątkiem - nie tylko ja jestem Twoim lustrem. Twoim lustrem są ludzie,  którzy mają to szczęście, że Cię otaczają. Ty jesteś ich lustrem, w którym jeśli zechcą - dostrzegą samych siebie.To cenne narzędzie przez tak wielu ludzi jest ignorowane, a może ono stać się w pewien sposób źródłem własnego poznania i pracy nad sobą, by być kimś lepszym, kimś dobrym - dla siebie i dla innych - szczególnie tych, którzy wierzą, troszczą się, dbają, kochają.

Co znaczy "być dobrym"? Najpierw to zadbanie o SIEBIE - to danie sobie prawa do życia wg tego jak chcesz, zgodnie z tym co czujesz, zgodnie z systemem TWOICH wartości. Zadbanie o siebie  to balsam, który rozlewa się powoli po całej duszy i zaczyna łagodzić ból. A później zaczyna promieniować spokojem, ciepłem i błyskiem w oczach. Zaczynasz oddychać głębiej i coraz częściej dostrzegasz słońce, a Twój nastrój przenosi się na innych. I teraz zaczynasz mieć dobry wpływ na ludzi... :)

Świat to jedna wielka INTERAKCJA. Pamięć o tym, że TY jesteś jednym z ważnych elementów tej olbrzymiej układanki, która ma niebagatelny wpływ na innych - powinna dać Ci dużo do myślenia.
Zacznij świadomie doświadczać tego, jak Twoje nastroje, uczucia i stosunek do ludzi - odbijają się w innych. Wyciągaj wnioski - ucz się z tego - ŻYJ DOBRZE :)

Zdjęcie: abstract.detskopnexus.com