Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiana. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 grudnia 2014

Krok do przodu czy osobisty lot w kosmos?...

Z perspektywy czasu stwierdzam, że czasami dokonanie zmiany w życiu - dla mnie jest szansą na lepsze jutro, a dla innych może oznaczać ni mniej ni więcej - lot w kosmos...

Każdy ma swoje problemy, swoje bolączki, rzeczy które są odbierane jako "niefajne". Czy trzeba w takim stanie rzeczy żyć? Przecież nie ma na świecie ludzi, którym taka smutna rzeczywistość odpowiada. A jednak okazuje się, że jednak tkwi się w tej samej sytuacji długo, długo, a czasami do końca życia. Niezbyt to pozytywne i uskrzydlające...

Rzeczywistość w której istniejemy - mimo, że jest daleka od tej jakiej pragniemy - więcej - czasami nie ma z nią nic wspólnego - jest NASZA. Zawsze w głębi serca to co moje jest dla mnie ważne i cenne. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że to co nawet boli: emocje, sytuacje, doświadczenia są nam ZNANE. Jeśli mieć wroga, to dobrze go znać, prawda? Wobec tego - nawet mając świadomość tego, jak żyjemy, czego doświadczamy, co czujemy - nie jest to nic nieznanego - wiemy jak jest, wiemy jak być może i wiemy, co z tego może wyniknąć. Mamy WIEDZĘ, więc paradoksalnie czujemy się w głębi serca komfortowo.... No właśnie - taki sobie paradoks. 
Wobec tego dokonując zmiany - burzymy nasze poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa - wychodzimy poza strefę ulubionego komfortu - wchodzimy w sferę niewiadomych doświadczeń - może to faktycznie jak lot w kosmos - nie wiemy co nas tam czeka i mamy świadomość, że to, co dalej się z nami dziać będzie, to zależy głównie od nas, sami ponosimy za to odpowiedzialność z nikim się nią nie dzieląc. I w głębi serca mamy strach, czy sobie z tym poradzimy... Może niepotrzebnie, bo jeśli wiemy, że nie mamy już nic do stracenia - wiemy, że musimy iść do przodu? 

Po co zmiany w życiu? Z mojej perspektywy - żeby żyć lepiej, żeby mieć świadomość, że zrobiłam wszystko co mogłam, aby jakość mojego życia poszła w górę i żeby promieniowała na moich najbliższych. Przecież mając poczucie spełnienia, wewnętrznej radości i szczęścia - łatwiej jest być lepszym człowiekiem - spełniać siebie i pomagać w tym samym innym - pokazywać im, że MOŻNA
Dla odmiany - nie dokonując zmian, które mogłyby polepszyć nasze życie - skazujemy się na depresje, marazm, brak marzeń, brak celu, życie z dnia na dzień, codzienne budzenie się bez entuzjazmu i chodzenie spać z nadzieją, że sen będzie trwać (niemal) wiecznie... 

Oczywiście, że zmiana to nie tylko przyjemne doświadczenia i emocje - gdyby tak było - wszyscy żylibyśmy w towarzystwie jednej wielkiej zmiany. Zmiana to też koszty. Warto więc pamiętać o tym, że żeby żeby powstać, trzeba najpierw upaść, żeby posprzątać, trzeba wcześniej zrobić bałagan i żeby docenić to co osiągamy - musimy ponieść jakieś koszty. Niemniej jednak - rozważając koszty zmiany - pamiętajmy o tym, że szklanka zawsze jest do połowy pełna, czyli że ze wszystkiego można wyciągnąć coś pozytywnego dla siebie. I TAK WŁASNIE JEST!

Brak zmian, których jednak by się bardzo pragnęło - zawsze można doskonale wytłumaczyć. Zawsze są dostępne usprawiedliwienia, które można wyciągać z rękawa, przecież życie toczy się własnym torem, a nam się wydaje, że nie mamy na to żadnego wpływu. Tylko PO CO tak myśleć? Czy to spowoduje, że nasze życie rozkwitnie? 

***Nie możesz kontrolować kierunku wiatru, który wieje - 
na to nie masz wpływu, 
ale zawsze możesz mieć wpływ na to jak ustawisz żagle 
i w jakim kierunku popłyniesz***



Zdjęcie: pixabay.com

poniedziałek, 20 października 2014

Ludzie, osobowości, ZMIANA - co jest prawdą a co nie??...

Uwielbiam ludzi. Za to że są i za to że są tak kolorowi. 
Wydawać się może, że niektórzy są do siebie podobni, ale jednak mimo tych wielu podobieństw, aury ich osobowości przybierają zupełnie inne odcienie. Więc mimo, że jest między ludźmi tyle wspólnego, są od siebie tak różni.

Osobowość, czyli to jacy jesteśmy: w jaki sposób odbieramy ludzi, wydarzenia, w jaki sposób patrzymy na świat, w jaki sposób czujemy, jak się zachowujemy, w jaki sposób działamy. Kształtuje się ona przez całe życie. Na jej istnienie i formę od samego urodzenia mają wpływ: najbliżsi, środowisko w którym się żyje, ludzie, którzy nas otaczają i to czego doświadczamy w różnych obszarach życia. Każdy z tych czynników sukcesywnie dodaje cegiełkę po cegiełce w budowli jaką jest nasza osobowość. Przez całe życie.

To co mnie nieustannie zadziwia to to, że jedna osoba może być tak różna w zależności od kontekstu i sytuacji, w jakiej się znajduje: z jednej strony w pracy pan dyrektor, przy którym wszyscy muszą stać na baczność, boją się go i jego bezkompromisowego podejścia do tematu, zarządzający twardą ręką, z drugiej zaś w domu czuły tatuś rozpieszczający bezkarnie dzieci i posłuszny swojej żonie misiak, tudzież w wersji bardziej hardcorowej: "pantofel". Innym przykładem może być kobieta, która w pracy jest uosobieniem optymizmu, cierpliwości i wzorem profesjonalizmu, ale gdy już zostanie zdenerwowana - wychodzi z niej paskudna, bezwzględna bestia...

Patrząc na to w jaki sposób ludzie zmieniają się pod wpływem doświadczeń i innych ludzi stwierdzam, że słowa "ludzie się nie zmieniają" albo nawet "nie jestem w stanie się zmienić" można między bajki włożyć. 
Oczywiście, że pewnych doświadczeń z głowy nie wykasujemy, pewnych rzeczy, które zaistniały - nie zmienimy, ale nadal możemy się zmieniać. Trzeba tylko:
1. Chcieć i dać sobie tą szansę
2. Pracować nad sobą
3. Mieć wokół siebie osoby, które wspierają, albo ich sama obecność daje nam rzeczywiste i stałe wsparcie w zmianie na lepsze
4. Być w środowisku, które akceptuje taką zmianę i to, że każdy ma prawo do kreowania własnego, osobistego poczucia spełnienia.


Czasami duży problem leży w środowisku i w ludziach będących dookoła, którzy pochodzą do życia roszczeniowo nie zważając na to, że każdy ma prawo czuć się dobrze. Szansą na odnalezienie siebie jest wyrwanie się z takiego otoczenia, które jak ruchome paski wciąga i dusi. W przenośni i dosłownie...


czwartek, 21 sierpnia 2014

HOUSTON MAMY PROBLEM, czyli terapeutyczne wsparcie w skrajnych stanach emocjonalnych...


Szlag mnie jasny trafia - przepraszam, ale to i tak jest znacznie złagodzona wersja tego co czuję - jak słyszę "To wstyd iść na terapię"... Albo jeszcze lepiej "Sam sobie poradzę - pracuję nad sobą". Nie przypadkowo w tym drugim stwierdzeniu użyłam rodzaju męskiego - mam wrażenie, że dylemat ten (oczywiście NIE MĘSKI, ale wg panów ewidentnie babski) związany jest jednak głównie z facetami.

No tak - co za wstyd!!! Silny facet! Co? Na terapię? Przecież jego siła pozwala poradzić sobie ze wszystkim! Duże problemy go nie rozłożą na łopatki, to jak - Z SAMYM SOBĄ SOBIE NIE DA RADY??

Jak to jest możliwe, że ludzie szkolą się, doszkalają - bardzo sobie nawet to chwalą, dążą do różnych form rozwoju, ale terapia okazuje się czymś, na co nie powinni sobie pozwolić, bo wstyd?... Mimo, że terapia jest - podobnie jak szkolenia - formą pracy nad sobą. Tylko w innym zakresie.

Czasami rozglądając się dookoła stwierdzam, że chyba jednak wielu osobom przydałoby się wsparcie terapeutyczne. Mnóstwo ludzi jest niestabilnych emocjonalnie - określiłabym, że w dokuczliwym dla innych stopniu - nie potrafią sobie z emocjami radzić, a może to być bardzo bolesne - nie tylko dla osoby, która zmaga się z tego typu problemem, ale także dla najbliższego otoczenia. Co więcej - może także negatywnie wpływać na najbliższych i z czasem powodować u nich również różnego rodzaju zaburzenia...

Być osobą emocjonalną - fajna rzecz. Szczególnie zakładając przeżywanie pozytywnych emocji. Jednak kiedy w grę wchodzą emocje negatywne - ich nasilenie może nas przerastać. A u podstaw tego zwykle leży LĘK. Najczęściej nieuświadomiony - ukryty gdzieś głęboko - od lat wychylający się ze swojej kryjówki na chwilę, w sprzyjających ku temu okolicznościach - żeby z jednej strony zaznaczyć swoją obecność, ale z drugiej - zmylić przeciwnika i skierować naszą uwagę na zupełnie inny trop, który wydaje się bardziej "oczywisty". I oczywiście często leżący po stronie zupełnie kogoś innego!!
Kiedy to z czym się w rzeczywistości i jawnie zmagamy jest lęk - może łatwiej jest pracować nad nim samemu, bo jeśli wiesz, co Ci dolega - możesz dojść do tego, jak sobie pomóc. Gorzej jednak jest, kiedy lęk jest ukryty, a ujawnia się w postaci skrajnie nasilonej złości, nienawiści, chorej zazdrości czy przybiera formę agresji (niezależnie od tego czy jest to agresja psychiczna, czy fizyczna).

Nie jestem terapeutką, nie jestem psychologiem (mimo, że co niektórzy tak mnie określają - mniej lub bardziej złośliwie;-), ale życie z brakiem stabilności emocjonalnej (niezależnie od tego, czy problem ten dotyczy mnie, czy osoby mi bliskiej) - jest jak życie w schemacie - bezlitośnie powtarzalnym i przewidywalnym. Wybuchy - żal - cudowny bezkres pustyni i znów arena cyrkowa... Czasami łatwo jest nawet ustalić z jaką częstotliwością schemat się powtarza, jednak i tak nie ułatwia to życia i nie powoduje, że ktoś poczuje się lepiej...


W 2013 roku zapoczątkowana została fantastyczna akcja MAM TERAPEUTĘ mająca na celu pokonanie wszechobecnego w naszym społeczeństwie wstydu związanego z udziałem w terapii. Setki osób opowiedziało tam swoją historię związaną z terapią i tym, co dzięki niej zyskali. Zajrzyj tam - może pomoże Ci to w zrobieniu odważnego pierwszego kroku ku lepszemu życiu, a może - zechcesz podzielić się swoją historią z innymi?

Historii, pod której wrażeniem nieustannie jestem nie znajdziesz w akcji "Mam terapeutę", bo jest ona bardzo obszerna. Nie jest to opowieść o zmianie - to istna METAMORFOZA mojej przyjaciółki, którą znam od dziecka - która zawsze była osobą pełną niezwykłych wartości, utalentowaną, wzorową i dobrą - ale nigdy tego nie dostrzegała i nigdy w to nie wierzyła. Może i to stało się przyczyną tego, że życie ułożyło się jej tak a nie inaczej. Rozpoczęła terapię. Teraz - od dobrych kilku miesięcy ciągle jeszcze nie mogę dojść do siebie widząc ją jako Kobietę, która zna swoją wartość, która wie, że ma prawo być szczęśliwą i która teraz bez wyrzutów sumienia potrafi zadbać o siebie. I postanowiła podzielić się (już z pewnego dystansu) swoimi emocjami i doświadczeniami na blogu ZROZUMIEĆ SIEBIE - do którego lektury zapraszam :)


Zdj. www.hypescience.com



poniedziałek, 7 lipca 2014

ZMIANA - cz. 1 mojej historii - ŚWIADOMOŚĆ...

Chyba dojrzałam wreszcie, żeby zacząć dzielić się historią moich osobistych ZMIAN, których dokonałam w swoim życiu. Tak naprawdę zmiana to nie jest czarodziejska różdżka, którą zrobisz "pyk" i już jest pięknie... Zmiana to PROCES, który jest rozciągnięty w czasie - zapewne dlatego, że każda zmiana - niezależnie od tego w jakiej sferze życia jej dokonasz - ma olbrzymi wpływ na pozostałe sfery, co przekłada się na żmudne układanie mocno rozsypanych puzzli własnego, osobistego JA.

Zawsze miałam w sobie takie dziwne poczucie, że stojąc w miejscu - cofam się. Życie, które prowadziłam było aktywne - zawsze coś się działo, niezależnie od tego, czy w życiu zawodowym, czy osobistym. A doba miała nadal 24 godziny, które nie były już nawet absolutnym minimum na to by "żyć" - tak - to mi dawało niesamowitą energię :-) Z kolei jak nic się nie działo - miałam wrażenie, że zaczyna się stagnacja, co z kolei zaczynało mnie bardzo "uwierać" - czułam to jako swoisty dyskomfort.

Rozpoczęłam naukę - dodatkowe studium, o którym myślałam już dużo, dużo wcześniej, ale zawsze kończyło się na tym, że nie było czasu a i z finansami tak różnie bywało. No więc ZACZĘŁAM. Znaczna część programu na studium oparta była na podstawach psychologii związanych z rozwojem osobistym. I wtedy właśnie rozpoczęła się MOJA DROGA :)

Z perspektywy czasu już teraz wiem, że podstawą do rozwoju i wdrażania zmian jest ŚWIADOMOŚĆ:

  • tego CO się ze mną (albo dookoła) dzieje
  • DLACZEGO się tak dzieje, a nie inaczej
  • jak się z tym CZUJĘ, a jak chciałabym się czuć
  • co musiałoby się stać, żebym się czuła tak dobrze, jak tego potrzebuję
  • co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby się czuć tak jak chcę
  • jakie mogą być EFEKTY (a trzeba rozważyć te pozytywne i ewentualne negatywne) tego, co mogłabym zrobić
To czego się nauczyłam i co jest dla mnie bardzo, ale to BARDZO cenne to:
  • NIE MA SYTUACJI BEZ WYJŚCIA - mimo czarnowidztwa, które czasami uprawiam. Jak znaleźć to wyjście? Nauczyłam się patrzeć na daną sytuację "z boku" - już sama świadomość, że istnieje taka opcja jak spojrzenie z innej strony - może podnosić na duchu. Tkwiąc pośród rozpaczy, depresji, załamania - przeżywamy silne emocje, a emocje potrafią czasami znacząco zniekształcać rzeczywistość i być tragicznym w skutkach doradcą. To nie jest tak, że w trudnym momencie zaczynam patrzeć na wszystko z boku - może Bruce Wszechmogący by tak potrafił, ale nie ja... Ale teraz wiem, że muszę tą ciężką chwilę przetrwać, a jak się uspokoję - spojrzę na wszystko z zupełnie innej perspektywy... Muszę dać sobie czas...
  • NIE JESTEM SAMA - były momenty, że trudno byłoby mi w to uwierzyć. Jak mam doła, to się czuje sama... Ale analizując wszystkie takie sytuacje, które mnie doświadczyły ZAWSZE JEST KTOŚ, kto wykaże choćby minimum zainteresowania naszą osobą - niezależnie od tego, czy jesteśmy na szczycie świata, czy depresji. Przydałoby się, żeby w tej drugiej sytuacji było więcej, ale stójmy na ziemi... Aha - UWAGA!!! UWAGA!!!! Unikamy osób, które nam mówią, co mamy zrobić... One nie będą za nas ponosić konsekwencji tych działań...
  • MAM PRAWO CZUĆ SIĘ SZCZĘŚLIWĄ - jak każdy zresztą. Tak długo zaniedbywałam to swoje niezbywalne prawo, że zapomniałam już o jego istnieniu... Na szczęście teraz już mam świadomość, że dopiero jak ja będę szczęśliwa - te osoby, które są dla mnie najważniejsze w życiu (I JA DLA NICH TEŻ - bo to w tej układance jest bardzo istotne) będą się czuć zdecydowanie lepiej. A wtedy mi znowu będzie lepiej. Oto mój wniosek: zadbanie o swoje poczucie szczęścia to takie perpetum mobile ;)
  • MAM PRAWO DO SAMOREALIZACJI - to element poczucia szczęścia. Źródłem niesamowitej samorealizacji może być pasja, może być praca - jeśli udaje się połączyć pracę z pasją to jest idealna sytuacja - robisz to co kochasz i jeszcze Ci za to płacą :) Ale samorealizacja to też drobniejsze przyjemności - coś co robisz, bo masz ochotę, coś co kiedyś było wielkim marzeniem - teraz już może zeszło na dalszy plan - ale udało się to zrealizować. Realizując się - dbam o siebie, więc... dorzucam sobie kolejny element do koszyczka "moje osobiste poczucie szczęścia"
  • Egoizm ma nie tylko negatywny wymiar - niektórzy coś takiego jak ZADBANIE O SIEBIE określiliby jako egoizm - szczególnie u pokolenia "wstecz" jest to bardzo popularne. Moja Mama jest na to doskonałym przykładem. Dba o wszystko i o wszystkich. ZAWSZE. Ale nigdy o siebie... I bardzo trudno jest jej zrozumieć, że musi zadbać o siebie, żeby mieć w perspektywie czasu siłę i możliwość dbania o innych. Przykład Matki Teresy z Kalkuty, która najpierw musiała pomyśleć o sobie, by później móc poświęcać się potrzebującym - wystarcza tylko na chwilę... A próba zadbania o Mamusię - jak na razie - bawi ją niemiłosiernie ;)
Od tego zaczęło się ogarnianie "mojego osobistego chaosu", czyli PROCES ZMIAN...


piątek, 27 czerwca 2014

LUSTRO, czyli przejrzyj się we mnie...

Zastanawiasz się, jak to jest, że różnych ludzi traktuję w różny sposób. Ale chyba nie jest to nic dziwnego, ponieważ ludziom daję to, co sama od nich otrzymuję - szanuję tych, którzy traktują mnie z poszanowaniem mojej osoby, daję miłość tym, od których mam ciepło, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. Staram się być zawsze, kiedy jestem potrzebna - szczególnie dla osób, na które mogę liczyć.

Potrafię być wredna - tak naprawdę do tego stopnia wstrętna, że sama siebie za to nienawidzę. Ale ta wredna JA wychodzi ze mnie dopiero wtedy, jak trafię na kogoś, kto taki właśnie jest dla mnie. Nie chcę być źle traktowana, nie chcę być raniona - NIKT TEGO NIE CHCE. Muszę się przecież jakoś bronić!

****JESTEM LUSTREM - ZOBACZ SIEBIE W TYM JAKA JESTEM****

Potrafię być "jedyna w swoim rodzaju" - ale dla tych, którzy są dla mnie wyjątkowi. Potrafię być lojalna, ufna, ciepła, taka do serca - dopóki to nie zacznie być wykorzystywane przeciwko mnie, albo w czyimś innym interesie. Mam swoją dumę, mam też swoje wewnętrzne przekonanie, że także i prawo do tego, żeby nie pozwalać traktować się w ten sposób, ponieważ TO BOLI, a ja najnormalniej na świecie mam tego bólu DOŚĆ.

Nie jestem wyjątkiem - nie tylko ja jestem Twoim lustrem. Twoim lustrem są ludzie,  którzy mają to szczęście, że Cię otaczają. Ty jesteś ich lustrem, w którym jeśli zechcą - dostrzegą samych siebie.To cenne narzędzie przez tak wielu ludzi jest ignorowane, a może ono stać się w pewien sposób źródłem własnego poznania i pracy nad sobą, by być kimś lepszym, kimś dobrym - dla siebie i dla innych - szczególnie tych, którzy wierzą, troszczą się, dbają, kochają.

Co znaczy "być dobrym"? Najpierw to zadbanie o SIEBIE - to danie sobie prawa do życia wg tego jak chcesz, zgodnie z tym co czujesz, zgodnie z systemem TWOICH wartości. Zadbanie o siebie  to balsam, który rozlewa się powoli po całej duszy i zaczyna łagodzić ból. A później zaczyna promieniować spokojem, ciepłem i błyskiem w oczach. Zaczynasz oddychać głębiej i coraz częściej dostrzegasz słońce, a Twój nastrój przenosi się na innych. I teraz zaczynasz mieć dobry wpływ na ludzi... :)

Świat to jedna wielka INTERAKCJA. Pamięć o tym, że TY jesteś jednym z ważnych elementów tej olbrzymiej układanki, która ma niebagatelny wpływ na innych - powinna dać Ci dużo do myślenia.
Zacznij świadomie doświadczać tego, jak Twoje nastroje, uczucia i stosunek do ludzi - odbijają się w innych. Wyciągaj wnioski - ucz się z tego - ŻYJ DOBRZE :)

Zdjęcie: abstract.detskopnexus.com